Mruczanka Połamanka c.d.

No, kanał, rzekłbym. Siedzi Puchatek w domu, ruszyć się nie może, jak siądzie do komputera, to musi siedzieć niemal bez ruchu, bo każdy ruch… No właśnie.

A tu właśnie wczoraj pocztą przyszedł długo oczekiwany Prezent Na Dzień Dziecka (…w samną porę!) – czyli fotelik rowerowy numer dwa. I teraz Puchatki mają już wszystko co potrzeba: dwa rowery, dwa foteliki i dwa Potworki, które można w owe foteliki wsadzić i pojechać na wyprawę.

A tu, za przeproszeniem, Kocia Twarz – bo Puchatek unieruchomiony.

Wesooołe jest żyyycie staruszkaaa!!! 😉

A propos staruszków – tak mi się przypomniało:


(No popatrz, Barnaby, na te duże ptaszyska… Nic nie jedzą… Tylko siedzą i się gapią…)

😉

Mruczanka Połamanka

Od kilku dni Puchatka pobolewał dolny odcinek kręgosłupa, fachowo zwany lędźwiowym. Puchatek się tym nie przejął raczej, bo rzeczony odcinek zawsze był jego piętą achillesową (abstrahując od tego, że kręgosłup piętą być nie może). Ot, poboli i przestanie. Gimnastykę się zrobi, na basen pójdzie i po kłopocie.

I tu się Puchatek mylił.

Późnym popołudniem jechał sobie Puchatek kolejką WKD z Warszawy do G. (Dla mieszkających z dala od Stolicy wyjaśniam – WKD to forma bytu pośrednia między pociagiem podmiejskim a tramwajem). Jechał sobie, książkę czytał i nagle…

PIERDUT!!!

Jak Puchatka strzyknęło w wyżej wymienionym odcinku, to wrzasnął. Ludziska się obejrzeli z niejakim zdziwieniem, a Puchatek siedział i… siedział. Bo ruszyć się nie mógł. Wcale. W żadną stronę. Każda próba zmiany pozycji wywoływała w puchatkowych pleckach odczucia z gatunku tych towarzyszących przerzynaniu tępą piłą. To znaczy tak się Puchatkowi wydaje, bo osobiście przerzynany tępą piłą nigdy nie był.

Potem wydarzyły się trzy cudy. Pierwszy polegał na tym, że Puchatek zdołał przed właściwą stacją wstać z ławeczki. Drugi – że zdołał zdjąć plecak z półki. Trzeci – że wysiadł o własnych siłach.

A dziś Puchatek (powolutku…) poczłapał do Pana Doktora. Pan doktor obejrzał. Pomacał. Pozginał (AUUU!!!). Wypisał leki i skierowanie na prześwietlenie kręgosłupa. Poczym – patrząc Puchatkowi poważnie w oczy oznajmił (cytuję):

– Proszę pana. Praca przy komputerze to najgorsze, co może pan swojemu kręgosłupowi zafundować. Zapewniam, że kopanie rowów jest zdrowsze. Tu pan ma listę ćwiczeń, które MUSI PAN codziennie robić. Na basen chodzić jak najczęściej. Bo wie pan – tu Pan Doktor przybrał wyraz twarzy poważny – chciałbym panu uświadomić, że w życiu mężczyzny są dwa etapy. Do pewnego momentu mężczyzna dorasta. A potem się starzeje. I pan już jest na tym drugim etapie. Pora zacząć o siebie dbać.

No, przesadza ani chybi. Trzydzieści pięć wiosen i „starzeje”?!

Puchatek Oburzony.

Mruczanka postekstremalna (?)

Bardzo, bardzo, baaaardzo przeprasza Puchatek Wszystkich Zainteresowanych, że na bieżąco nie relacjonował. I zapewnia, że przeżył i żyje, i żyć kończyć nie zamierza.

A nie pisał Puchatek, bo… nie bardzo było o czym. Pozostałe trzy dni sportów ekstremalnych były w gruncie rzeczy zblizone do pierwszego – cisza, spokój (no, względny…), bez przesadnych ryków, zasypianie na spokojnie, wycia za mamą takoż niewiele. Nie było źle!

Okazało się, że z tymi „sportami ektremalnymi” to było trochę tak, jak nazwą programów typu „reality show”:

– kompletny brak „reality” (bo jakież to „reality”, jak wszyscy wiedzą, że są obserwowani…)

– …i konia z rzędem temu, kto mi powie na czym polega ten „show”. Jak można nazwać słowem „show” coś tak ekstremalnie statycznego – kilka nudnych osób siedzi zamkniętych razem i udaje, że nie udaje.

Tu było podobnie. Ani sportów (bo trudno sportem nawać spacer dwugodzinny…), ani „ekstremum” żadnego. Howgh.

Ale za to Puchtka poczucie kompetencji jako taty wzrosło i spuchło (z dumy, rzecz prosta).

🙂

Tatek Puchatek

Mruczanka ekstremalna – dzień 1.

Przeżyłem 🙂

Nadspodziewanie dobrze. Zero ryku, czysta przyjemność. Oba Potwory spały już za kwadrans dziewiąta. Piłeczka zasnęła bez wycia (bo że bez cyca, to chyba nie muszę wyjaśniać 🙂 z główką na tatusiowym brzuchu (dosyć ostatnio wydatnym, niestety…).

M. weszła o wpół do dziesiątej i ją zatkało. Z wrażenia 🙂

Czyli – jeden zero dla mnie. Druga runda jutro.

Puchatek Do Przerwy 1:0

Mruczanka pre-ekstremalna

M. bierze udział w koferencji – szkoleniu na temat jakichśtam aspektów pedagogiki montesoriańskiej. Czwartek po południu, piątek po południu, cała sobota, trzy czwarte niedzieli.

Na noc wraca do domu, ale i tak Puchatka czekają sporty ekstremalne z Potworami.

Czwartek wieczorem – usypianie. Piętek wieczorem – takoż. Sobota – na usypianie M. już wróci, ale przedtem cały dzień. Niedziela – do popołudnia.

Nie, nie myślcie sobie, że z Puchatka taki facet, co to wokół dzieci się zakrzątnąć nie umie. Umie, umie. Nawet jest w tym dobry, a co.

Problem polega tylko na tym, że:
– Pietruszka jest przeziębiony, ergo – marudny.
– Piłeczka nie jest jeszcze tak do końca odstawiona od cyca, więc niewątpliwie będzie wycie. Nie mówiąc już o tym, że pierwszy raz zostanie bez Mamy na dłużej, niż dwie czy trzy godziny. Ale cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz 😉

Hej, będzie ostra jazda 🙂 Trzymajcie za Puchatka kciuki. I za Potwory też, żeby się nie zawyły na amen.

🙂

Mruczanka postremontowa

Remont za nami. A dokładniej – za panem, który remontował. Bo przed Puchatkiem jeszcze doprowadzenie Chatki do stanu używalności. Przewiduje Puchatek, że do soboty wieczorem skończy.

No, jeśli ktoś wymyśli „Dwanaście Prac Puchatka”, to w sobotę wieczorem Stajnię Augiasza będzie już Puchaztek mógł sobie zaliczyć.

A potem trzeba jeszcze będzie wyprać psa. Bo Szelma, bydlę głupie, właziła wszędzie – także w tę stertę gruzu, która pozostała po kuciu ściany.

I teraz – jakby to powiedzieć… – trochę się z niej… eee… kurzy. A w dodatku u nas dziś pada trochę – więc dobrze, że się w cemencie nie wytarzała. Bo by ją zamurowało 🙂

Puchatek Przerażony Perspektywą

Mruczanka Doprawdy Zaskoczona

Bank, centrum Warszawy. Nie, nie ten, co na niego napadli, broń Boże. Inny zupełnie. Puchatek wpadł na pięć minut Ważną Bankową Sprawę załatwić. Niestety, jak to w banku – pięć minut zawsze trwa pół godziny, bo kolejka, nie ma zmiłuj.

Siedzi sobie Puchatek na krzesełku, na sąsiednim krzesełku pani zażywna w wieku balzakowskim, a na nastęnym, obok rzeczonej pani – młodzian ze słuchwkami na uszach i odtwarzaczem MP3 wystającym z kieszeni kurtki. Młodzian siedzi i delikatnie głową kiwa, nogą rytm wystukuje. Jak to młodzian ze słuchawkami.

Ale, ale… niezupełnie. Bo Puchatek – muzyk, choć amator – nagle podświadomie rejestruje kątem oka, że ta przytupująca noga przytupuje w dziwnym jakimś rytmie. No bo wiecie – jak ktoś słucha muzyczki z MP3, to nie ma bata – albo jest metrum 4/4, albo 2/4. Czyli albo:
BUM bum bum bum
albo:
 BUM bum BUM bum.
Ewentualnie – z akcentem na słabą część taktu, czyli:
bum BUM bum BUM.

Czasami – ale rzadko – zdarza się jeszcze 3/4 (lub jakaś inna nieparzysta mutacja), czyli:
BUM bum bum, BUM bum bum… – ale to rzadkie wśród słuchawkowiczów, zwłaszcza od kiedy minęła moda na disco polo.

A ten tu – dziwnie jakoś tą nogą… Ani to metrum parzyste, ani nieparzyste, ani w tym synkop jazzowych, ani nic… Ambient jaki, czy co?

Pani w wieku balzakowskim wstaje i podchodzi do okienka. Puchatek – że niby chce lepiej widzieć ulotki bankowe wiszące na ścianie – przesiada się zatem bliżej młodzieńca. Udając, że wyżej wymienione ulotki czyta wytęża ucho… Wytęża bardziej jeszcze… I PADA PLACKIEM Z WRAŻENIA. Na szczęście tylko w duchu, bo byłby tak zwany obciach.

Młodzieniec bowiem, ubrany w strój całkiem hiphopowy (krok w okolicy kolan i te klimaty…) słucha na przenośnym odwtarzaczu MP3 (uwaga, uwaga!) – nie mniej ni więcej, tylko V Symfonii Beethovena. Druga część, Anadante Con Moto. Przynaje się Puchatek bez bicia, że wymiękł.

Jest jeszcze nadzieja dla tego świata żywionego popowo-hiphopową papką 😉

Puchatek Con Brio

Mruczanka – sajgon

Tak, sajgon małą literą pisany. Bo nie o miasto tu chodzi, ale o sajgon właśnie. Sajgon w Chatce Puchatka.

M. z Potworami odwieziona do Chojnowa. Pietruszka przytula się do pradziadka, wszystkie Kochane Ciocie rozpieszczają Piłeczkę. A Puchatek w Chatce. Puchatek remontuje.

Nie, nie, nie sam! Jakby sam remontował, to mogłoby się okazać, że nie ma już gdzie mieszkać. Puchatek humanistą jest. Remontuje Pan Olek. Przesympatyczny młody człowiek, solidny, kulturalny. Fachowiec.

A remont – o rety. Jedna ściana wywalana. Przejście będzie między salonem (salon! Jak to brzmi…) a kuchnią (to brzmi normalnie). Huk, łomot, kurz, pył, sajgon właśnie.

A potem jeszcze będą kładzione tak zwane płytki. Znaczy się – podłoga w kuchni. Uff.

Chatka Puchatka to domek osiemnastoletni. Poprzedni właściciel budował go „metodą gospodarczą” (tak to się zdaje się nazywało). Zbudował solidnie, trwale i bezpiecznie. Ale parę rzeczy stopniowo (w miarę środków) trzeba przerobić.

Domek stał się Chatką Puchatków trzy lata temu. Od tego czasu po troszku, po troszku… Tu okna stopniowo wymnienione… Tam jakieś małe malowanie kawałka…

Ale taki sajgon to pierwszy raz.

Uff.

Puchatek W Pyle Cały.

Mruczanka z (nie do końca) pechowego dnia

Dwanaście godzin!

Trasa, którą Puchatek zwykle pokonuje autostopem w sześć – siedem godzin, wczoraj zajęła mu pół doby. Z Chojnowa (to za Legnicą) pod Warszawę, do G.

Utknął Puchatek najpierw pod Legnicą na półtorej godziny. Potem za Wrocałwiem – na dwie. Nawet już myślał, żeby się złamać i cofnąć do Wrocławia, i wracać pociągiem – ale okazało się, że ostatni normalny pociąg właśnie uciekł, a pozostał tylko taki nocny, odjazd dwudziesta trzecia coś tam, w Warszawie przed szóstą rano. Suuuuper po prostu.

No więc w Puchatku obudził się autostopowy lew. Jedziemy dalej. Tyle, że był Puchatek w Oleśnicy, a było już po piątej. Do Warszawy 330 kilometrów… Czyli do G. jakieś 300.

No i ocknął się Puchatek za Piotrkowem, na Trasie Katowickiej, pod tablicą na której – między innymi – widniał napis:

Warszawa: 138.

No i super. Była prawie dziewiąta. Wieczorem. I było ciemno. Puchatek miał już wizję dreptania wzdłuż Trasy Katowickiej do piątej rano, bo przecież kto po ciemku weźmie autostopowicza, w dodatku samotnego osobnika płci męskiej?

A jednak. Stacja benzynowa Znanego Koncernu Od Komisji Śledczej. Wypasione, białe BMW (!!!). Dwóch prawników (ojciec i syn zresztą). Wzięli.

Puchatek był w domu już o jedenastej w nocy. Na styk, kocia twarz.

I – jak już coś zjadł był – wziął się za przygotowywanie Chatki Puchatka pod remont. Więc położył się spać po drugiej w nocy.

A o remoncie będzie za kilka chwil…

Puchatek Podróżny.