Mruczanka Okołoświąteczna (czyli O Nieporozumieniach Semantycznych)

Piłeczka po wysłuchaniu kolęd z płyty zadaje rzeczowe pytanie:

– A co to znaczy „dziewica”?

Puchatek chwilę pracuje umysłowo – jak to najprościej wytłumaczyć czterolatce? W końcu decyduje się na formę najbardziej (jak mu się wydaje) naturalną i neutralną, zwłaszcza w tym kontekście:

– Dziewica to taka pani, która jeszcze nie ma męża.

I Piłeczce to wystarcza.

Ale nie Pietruszce. Pietruszka, po kilku chwilach namysłu, dodawszy do tej informacji treść wysłuchanej kolędy, komentuje:

– Aha, czyli „dziewica” to taka pani, która jeszcze nie ma męża, ale już urodziła dziecko?

Kurtyna opada, łapiąc się za głowę…

Mruczanka Remontowa, czyli Harce na Wyrzynarce

Całego przedświątecznego remontu kuchni Puchatek opisywać nie będzie, bo by miejsca nie starczyło. Dość, że przez tydzień Puchatki mieszkały na górze, gotując na elektrycznej kuchence, a na dole Pan Fachowiec szalał.

Tyle, że Pan Fachowiec robił tylko to, co do niego należało. Resztę robił Puchatek własnoręcznie, a w kilku Co Trudniejszych Sprawach pomagał mu Kolega O Biblijnym Nazwisku (bo Puchatek jest mało techniczny i np. wycięcie odpowiedniej wielkości otworu w blacie, tak, żeby wszedł w niego zlew, przekracza puchatkowe możliwości intelektualne).

Puchatek zatem skręcał, przykręcał, dokręcał, montował, wsuwał, łączył i ustawiał. I błogosławił twórców rysunkowych instrukcji dołączanych do ikeowskich mebli kuchennych, dzięki którym – nie będąc fachowcem – bez trudu skręcił wszystko jak trzeba, i nawet mu żadne „zapasowe” części nie zostały.

W nocy z piątku na sobotę szalał Puchatek do drugiej w nocy. Za to z soboty na niedzielę położył się był już o piątej. Rano. Z pochlastanymi rękami (ach, ta wprawa w używaniu narzędzi tnących…) i całą masą drobnych ran ciętych, kłutych, szarpanych i tłuczonych.

Oczywiście po drodze wynikło kilka problemów z gatunku „nierozwiązywalnych”. Cokół przykrywający nóżki od szafek okazał się za szeroki (tzn. nie tyle cokół za szeroki, co puchatkowa zmywarka za niska, więc nie dało się odpowiednio wyregulować nóżek, bo blat by nad nią wystawał). I dlatego Puchatek o pierwszej w nocy zmuszony był przycinać cokół za pomocą wspomnianej w tytule wyrzynarki. W_Z_D_Ł_U_Ż. Całe 180 cm. Taaaaaka imprezka, zostaję do środy.

Innym problemem nierozwiązywalnym okazał się być fakt, że żaden z wielkich sklepów budowalnych nie ma w sprzedaży blatów kuchennych o szerokości innej niż 60 cm. A Puchatek potrzebował jednego blatu standardowego i jednego – he, he – 68 cm. I żeby jeszcze – he, he – oba były takiego samego koloru. To ci dopiero wymagania, co?

Jest jedna firma w okolicy, która prowadzi blaty innej szerokości. Konkretnie – można sobie wybrać z bogatej oferty dwóch szerokości: 60 lub 120 cm. Zjawił się zatem Puchatek w rzeczonej firmie. Tłumaczy, o co chodzi. Że dwa blaty po 182 cm długości, że jeden 60 cm szerkości (OK, nie ma sprawy), a drugi – w braku innych wariantów – 120 cm i będziemy rżnąć.

A guzik, odpowiada miła pani (na swoje szczęście była naprawdę miła i naprawdę chciała pomóc). Blaty 120 cm sprzedajemy WYŁĄCZNIE w całych płytach. Czyli 4 metry 10 centymetrów. Dowieziemy do domu, oczywiście.

No dobrze, zmiana planów. Kupujemy jedną taką taflę i wytniemy z niej oba potrzebne blaty.

A guzik powtóny – bo blaty 120 cm są dostarczane na zamówienie. Jak się firma spręży, to dostarczy panu na środę po Nowym Roku.

I tu Puchatek był na garnicy powiedzenia miłej pani gdzie może sobie wsadzić ten blat w środę po Nowym Roku. I jak głęboko. Ale tego nie zrobił, bo jest dobrze wychowanym Puchatkiem, a pani naprawdę była OK.

Stanęło zatem na tym, że kupił Puchatek „normalny” blat o szerokóści standardowej, co wymusiło niewielką zmianę planowanego ustawienia kuchni (kolejności kuchenka – zlew – zmywarka). Ale co tam – i tak jest ładnie. 🙂

Tak czy owak w niedzielę rano kuchnia była gotowa, a w niedzielę wieczorem cała chatka była już nawet posprzątana i gotowa na święta.

***

Kiedy Piłeczka miała roczek – w samą wigilię rozchorowała się i trzeba było jechać do lekarza.

Rok później – dla odmiany – było tak samo. W samą wigilię.

W ubiegłym roku – M. miała swój kurs, który skończyła dzień przed wigilią.

W tym roku – remont kuchni przed samymi świętami.

Ciekawe, co sobie Puchatki zafundują za rok? Jakieś małe prywatne trzęsienie ziemi? 🙂

Mruczanka Wigilijna

Przedświąteczny tydzień był KOSZMARNY. Remont kuchni, życie w warunkach polowych, pełna partyzantka. Czyli wszystko to, co tygrysy lubią najbardzej…

…ale Puchatki nieszczególnie 😉

No, ale to już za nami. Parę słów napiszę, oczywiście, bo i warto. Ale nie teraz.

Teraz kuchnia stoi, choinka też stoi, w domu panuje cisza. Potwory właśnie zasypiają, jeszcze podekscytowane prezentami, ale już im się oczy zamykają…

…Kiedyś, kiedy byłem małym chłopcem (hej), uwielbiałem te święta, a szczególnie Wigilię. Już we wrześniu skreślałem dni w kalendarzu…

Potem był czas, kiedy z wielu różnych przyczyn (o których nie czas i nie miejsce tu pisać) nie bardzo lubiłem okres Bożego Narodzenia. A zwłaszcza wigilię.

Ale nawet wtedy był taki moment, który zawsze pozostał dla mnie magiczny. Kiedy już pogasły światał, kiedy cały dom już spał, kiedy nad światem stała cicha, święta noc Narodzenia, a za oknem leżał śnieg (tak, tak, były takie czasy…), siedziałem sobie cicho przy oknie i gapiłem się na śpiący świat.

I to jest właśnie to, co najbardziej kojarzy mi się z tymi świętami: nie kolędy, nie wigilijne potrawy, nawet nie prezenty pod choinką 🙂

Właśnie cisza, spokój (a może raczej: Pokój) i poczucie, że (mimo wszystko) świat toczy się we właściwą stronę. I słowa, które zawsze wtedy przychodziły mi do głowy – słowa wyświechtane, znane, banalne, ale wtedy właśnie jakby na nowo odkrywane i tak bardzoi prawdziwe: „wszystko będzie dobrze”.

Właśnie tak. Może jeszcze nie teraz, może jeszcze nieprędko, może wcale nie dokładnie tak, jak sobiew wyobrażam – ale wszystko będzie dobrze. Po prostu nie może być inaczej. Nie ma innego wyjścia. Takie są konsekwencje tego, co się wydarzyło te dwa tysiące lat temu.

Jest taka płyta Loreeny McKennitt „Winter Garden”. Nie mam możliwości powieszenia tu muzyki, ale od czego jest YouTube? Posłuchajcie tego:

God Rest Ye Merry, Gentlemen

… i tego:

Good King Wenceslas

I trzymajcie się. Wszystko będzie dorze! Słowo.

Mruczanka Urodzinowa i Nie Tylko…

(Uwaga, czytać do końca!)

Ano, czas leci. Cztery lata Piłeczki stuknęło (a w zasadzie „stuka” dzisiaj). Imprezka była w niedzielę, najechało się dziadków i takich różnych… Tort był i wszystko jak trzeba.

A w dodatku Piłeczka dostała pierwsze w czteroletnim życiu „dorosłe” kwiaty (od chrzestnego).

Co tu komentować – wystarczy spojrzeć:

Ale uwaga, w kwestii urodzin trzeba dodać jeszcze jedną informację. Informację, która dotąd objęta była embargiem, ale na niedzielnej imprezie została już publicznie ogłoszona, dzięki czemu embrago można uznać za zdjęte.

A zatem w kwestii urodzin, to Puchatki będą miały jeszcze jedne urodziny. Zdaniem Pana Doktora – dokładnie 4. czerwca. Niezła data, co? 😉

 

Mruczanka Przedremontowa

We wtorek są urodziny Piłeczki. Czwarte. Jakże ten czas leci!

O samym fakcie wspomnę zapewne we wtorek, ale już jutro (czyli w niedzielę) Wielka Impreza. Przyjeżdżają dziadkowie, jedna ciocia, druga ciocia, będą prezenty, będzie tort (a jakże, ze świeczkami…).

Zapowiada się miły dzień. Niestety, kiedy miły dzień się skończy, Puchatki – poza zmywaniem – będą zmuszone zająć się opróżnianiem kuchni. Ze wszystkiego. Gdyż w poniedziałek do kuchni wkracza pan Marek, czyli Fachowiec, który będzie kontynuował dzieło sprzed półtora roku.

Fachowiec zwali z jednej ściany stare kafelki, pamiętające koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia (i pierwszych właścicieli chatki…), zwali resztki boazerii (tak, w kuchni też była!), wyrówna ściany, położy (w jednym miejscu) nowe płytki, pomaluje co trzeba, a potem…

…A potem poskręca i zamontuje meble, czyli nową kuchnię, która – kupiona już parę dni temu – czeka w garażu, w eleganckich paczuszkach. Czeka też kupiony pół roku temu piekarnik i płyta. Pod zabudowę.

I w ten sposób już w pieć i pół roku po przeprowadzce do chatki Puchatki będą miały prawdziwą, własną kuchnię.

Fachowiec obiecał, że cała operacja skończy się najdalej w piątek po południu. Czyli zostanie jeszcze weekend na „zrobienie świąt”.

Tak, to może być trudny tydzień. Ale w końcu jakby było za łatwo, to by było nudno, nieprawdaż?

***

Podobno starość polega na tym, że człowiek przestaje lubić zmiany. Że nieznaną sytuację traktuje jako zagrożenie lub zaburzenie normalności, a nie jako szansę czy przygodę.

Jeśli to prawda – to ja chyba jestem młodszy, niż metryka przewiduje. Lubię zmiany. Boję się raczej stagnacji i znieruchomienia, rdzewienia. Bezruch mnie zabija, wysysa ze mnie siły, sprawia, że przestaje mi się chcieć.

Mruczanka Zdechnięta

Tyle rzeczy chciałbym zrobić.

Chciałbym wrócić do limeryków, bo mnie to bawi.

Chciałbym założyć sobie jakąś fotogalerię, żeby móc wrzucać tam od czasu do czasu jakieś zdjęcia.

Chciałbym coć czasem napisać.

I nie daję rady. Jestem zmęczony siedzeniem przy komputerze. Fizycznie zmęczony. Bolą mnie oczy. Bolą mnie ręce od pisania. Nie powiem co mnie boli od siedzenia, bo tu jednak także Damy zaglądają. Ale to też.

W dodatku w ostatnim tygodniu przed świętami (czyli od poniedziałku) będziemy mieli remont w kuchni. Trzy, cztery dni. Jak znam życie – pięć. Potem kuchnia będzie śliczna i nowa, ale to dopiero potem. Bo w trakcie… Lepiej nie mówić.

A żeby nie było za prosto, to jeszcze w niedzielę czeka nas rodzinny nalot – bo dziadkowie i ciocie przyjadą obchodzić czwarte urodziny Piłeczki. Urodziny są wprawdzie wnastęny wtorek, ale z powodów technicznych imprezka będzie w niedzielę.

I jak sobie o tym wszystkim pomyślę, to mi się nie chce.

Mruczanka Z Dużym „X”

„Każdy ma jakiegoś bzika”, jak wiadomo. Puchatek też ma. Puchatek (proszę się nie śmiać!) U W I E L B I A serial „Z Archiwum X”.

Kiedy ów był jeszcze regularnie emitowany (nie mówię o przypadkowych powtórkach z 7. czy 8. sezonu, które ostatnio nadaje Polsat) Puchatek oglądał go regularnie i godzina nadawania serialu była święta. Telefonów wtedy Puchatek nie odbierał (no, tu może Puchatka lekko fantazja poniosła – ale lekko…).

Skąd to dziwne zamiłowanie?

Nie, absolutnie nie z z fascynacji teoriami spiskowymi, UFO i takimi tam. Tu akurat Puchatek jest obrzydliwym realistą i chłodnym pragmatykiem, poniekąd. W teorie spiskowe nie wierzy, UFO to dla niego temat aboslutnie nieinteresujący.

A zatem?

To, co Puchatka fascynuje w „Archiwum X” to po pierwsze pewne podejście do rzeczywistości i specyficzny sposób myślenia (psychologowie nazywali to kiedyś „myśleniem pozasystemowym”), które można sprowadzić do lekkiego lekceważenia zasady „brzytwy Arystotelesa” (to – wbrew niektórym teoriom niezupełnie to samo, co „brzytwa Ockhama” ;-).

Po drugie natomiast fascynuje Puchatka to, że cała idea „Archiwum X” (niezależnie od głównego wątku „spiskowo-ufologicznego”) sprowadza się w gruncie rzeczy do eksploatacji pokładów zbiorowej podświadomości (głównie jej najmniej przyjemnej strony, dotyczącej lęków i „nieznanego”). Niemal każdy odcinek tego arcydzieła wśród seriali opowiada o jakimś przejawie pierwotnego lęku, o tym zakątku mózgu, który w zasadzie nie zmienił się od czasów jaskiń, a który kazał naszym praprzodkom rozpalać ogień nie tylko z obawy przed dzikimi zwierzętami, ale także z obawy przed nieznanym, które może się kryć w ciemności…

Każdy odcinek – jeśli spojrzeć na niego okiem psychologa – opowiada o tym, jak bezbronni jesteśmy w zderzeniu z naszym własnym lękiem i z tym wszystkim, czego (jeszcze…) nie wiemy o świecie, w którym żyjemy.

Pokazuje także, jak często nasze „bajki” i mity są po prostu odzwierciedleniemtego wszystkiego, czego nie rozumiemy (nie rozumieliśmy).

Wydaje nam się – nam, ludziom XXI wieku – że dziś wiemy i rozumiemy więcej. Tylko czy to coś zmienia?

„Zwerbalizowane znaczy uświadomione” – mówi psychologia. A jeśli uświadomione – to jest szansa to zrozumieć. Tylko czy „zrozumiane” oznacza mniej niebezpieczne? Wbrew pozorom – nie.

Kiedyś ludzie myśleli, że pioruny to broń Zeusa (Jowisza, Thora czy paru innych bogów). Jak taki bóg się zezłościł – walił w nieposłusznego człowieka piorunem.

Dziś wiemy, czym jest piorun, potrafimy wyjaśnić mechanizm jego powstawania, potrafimy (z grubsza) przewidzieć w co może uderzyć, ba – potrafimy nawet zmierzyć napięcie elektryczne danego odcinka…

Dzięki temu potrafimy (z grubsza) chronić się przed piorunami. Ale czy cała ta wiedza cokolwiek nam da, jeśli gdzieś w górach walnie w nas piorun? Czy będziemy przez to – przepraszam – mniej martwi? Ani trochę. 🙂

***

Jasne, można powiedzieć, że podobny schemat ma więszość horrorów czy filmów grozy.

Otóż nie. Bo „Archiwum…” robi coś, czego nie robi niemal żaden horror: umieszcza te nasze lęki w realnym świecie. Mamy tu jednego „wariata”, który łatwo (czasem – zbyt łatwo) wierzy – i realny świat, w którym ludzie reagują na „dziwności” tak, jakby reagował każdy czy każda z nas. Zderzenie realizmu, racjonalizmu i normalności naszej codzienności z czymś, o czym w gruncie rzeczy „wszyscy wiedzą”, ale czego nikt nie chce sobie uświadomić. Czyli (bądźmy szczerzy, w naszych realiach…) z tą mroczniejszą stroną naszej własnej natury.

Jeśli na „Archiwum X” spojrzeć jako na kolejny (choć bardzo odbrze zrobiony) serial o zagadkach i teoriach spiskowych – to nie ma o czym mówić. Ale jeśli spojrzeć przez pryzmat Junga (a także podstaw teorii baśni, przedstawionych choćby przez Tolkiena w „Drzewie i liściu”) – to się robi naprawdę ciekawe.

***

Ale dlaczego akurat teraz o tym Puchatek Wam smęci?

Gdyż spełnił był swoje marzenie: za sprawą Pewnego Wydawnictwa (którego nazwy jednakowoż nie wymieni, bo mu rzeczone za reklamę nie płaci, bądź co bądź…) stał się Puchatek (a raczej staje się, in statu nascendi…) właścicielem pełnej kolekcji płyt DVD z wyżej wymienionym serialem.

Na razie ma Puchatek w domu całe dwa pierwsze sezony i pierwsze osiem odcinków trzeciego. Docelowo (trochę to potrwa…) ma być wszystkie dziewięć sezonów plus film kinowy.

No i tak sobie Puchatek ogląda w nielicznych wolnych chwilach – czyli głównie wieczorami, co – trzeba przyznać – dodaje sprawie uroku. Cały dom śpi, a tu jakieś UFO, genetyczne mutanty i niewyjaśnione zjawiska. Miodzio!

😀

Mruczanka Z Zabezpieczeniem

Ano, jak Puchatek wspomniał, warto by opowiedzieć także o kupowaniu kurtki. Kurtki dla Puchatka.

Po długich poszukiwaniach butów dla Potworów Puchatek znalazł był kurtkę dla siebie. Taką klasyczną z gatunku „nieprzemakalna-oddychająca”, choć nie z „prawdziwego” goreteksu, bo wydawanie tysiąca złotych na kurtkę do chodzenia po mieście czy po lesie (wyjazdy wysokogórskie chwilowo Puchatkowi nie grożą, niestety…) byłoby przesadą. Grubą.

No i znalazł był Puchatek kurtkę odpowiednią. W miarę dobrej jakości, z tkaniny typu „super-hiper-rewelacyjna-podróba-goreteksu”, dobrze uszytą, z odpowiednią ilością kieszeni, z dobrze skonstruowanym kapturem (a to rzadkość wśród tańszych kurtek!), a przy tym dostatecznie luźną, żeby pod spód założyć gruby polar (zimą). A że w Sklepie Sportowym Znanej Marki była akurat promocja – kosztowało toto poniżej 200 zł. A że Puchatek NAPRAWDĘ nie miał kurtki na jesieniozimę, to rzeczoną nabył. Drogą kupna.

Kasa, karta, paragon, torba, dziękuję, do widzenia. Zaraz za kasą – drzwi wyjściowe. W drzwiach wyjściowych – bramka antykradzieżowa. Potwory w bramkę, M. za nimi, Puchatek z torbą na końcu.

BIIIIIIIIIIP! BIIIIIIIIIIP! – Zawyła bramka.

Cały sklep obejrzał się na Puchatka. Pani Z Ochrony, która wyrosła jak spod ziemi, popatrzyła na Puchatka tak, jakby coś ukradł. Puchatek popatrzył na nią tak, jakby nic nie ukradł i pokazał jej paragon. Cała sytuacja była o tyle dziwna, że chwilę wcześniej pani w kasie usunęła z rzeczonej kurtki chyba ze siedem takich „pluskiew” alarmowych. Widać – była gdzieś ósma.

Puchatek wrócił z kórtkę do kasy, pani zaczęła szukać. Po dłuższej chwili znalazła ósmą pluskwę. Puchatek podziękował, wziął kurtkę, ruszył przez bramkę i…

BIIIIIIIIIIP! BIIIIIIIIIIP! – Zawyła bramka. No, żesz w mordę.

Z powrotem do kasy. Tym razem poszukiwania trwały dobre dziesięć minut. Nic. Pani Z Ochrony osobiście wzięła kurtkę i pomachała nią w bramce.

BIIIIIIIIIIP! BIIIIIIIIIIP!

Szukamy dalej. Puchatek zasugerował nieśmiało, że może by wkładać w bramkę kolejne fragmenty kurtki, to przynajmniej będzie można zlokalizować przybliżone położenie ostatniej „pluskwy”.

A zatem – kaptur. Nic.
Tył. Nic.
Prawy rękaw. Nic.
Lewy rękaw. BIIIIIIIIIIP! BIIIIIIIIIIP!

A, tu cię mamy!

Kolejne dzisięć minut obmacywania wszystkich szwów pozwoliło wreszcie zlokalizować cholerę. I usunąć. Na śmierć.

Ufff.

Puchatek musi przyznać, że na koniec usłyszał grzeczne przeprosiny za zwłokę i nieprzyjemną sytuację.

E tam, nieprzyjemną. Przynajmniej było wesoło! 🙂

Mruczanka Demodé (czy jak to się tam pisze)

 

Właściwie wszystko zaczęło się od tego, że puchatkowy Peugeocik dostał nowe, piękne zimowe butki (Dębica Frigo, rzecz prosta kupione w Internecie, ale pasowały). Zimowe butki to dobra rzecz, ich brak czasami boli, czego Puchatek doświadczył na własnej skórze dwa dni wcześniej, ale nie o tym miało być (że pozwolę sobie zacytować Mattkępolkę).

M. popatrzywszy na nowe butki Peugeocika oświadczyła Puchatkowi z miną ponurą, że czuje się wyrodnym rodzicem, bo samochód ma już zimowe obuwie, a Potwory jeszcze nie. I że trzeba to zmienić. Miała przy tym na myśli nie tyle odarcie Peugeocika z opon, co raczej kupno zimowych butów dla Potworów.

Puchatek próbował zmniejszyć poczucie winy Ukochanej Małżonki pytając o „te brązowe buty z zeszłego roku”, ale został zmiażdżony oświadczeniem, że po pierwsze rzeczone obuwie dawno się rozleciało, a po drugie być może nie zauważył, ale ma DWOJE dzieci, które potrzebuja raczej obuwia do wychodzenia na dwór JEDNOCZEŚNIE.

No i skończyło się na Wielkiej Wyprawie Do Wielkiego Centrum Handlowego w okolicach Wielkiego Miasta.

Potwory – kiedy usłyszały, że będzie się im kupować rzeczone obuwie, zapiały z zachwytu. Przy czym ujawniły – jak zwykle – zróżnicowane podejście do życia, gdyż Pietruszka siedemnastokrotnie przypominał Rodzicom, że buty DLA NIEGO maja mieć numer DWADZIEŚCIA OSIEM, dokładnie tyle i ani trochę inaczej, i że DWADZIEśCIA OSIEM to na przykład czternaście plus czternaście albo dwadzieścia plus osiem. Piłeczka natomiast oświadczyła zdecydowanie, że buty dla niej mają być (uwaga, uwaga!) RÓŻOWE i że żadne inne nie wchodzą w grę.

Pojechali.

W Wielkim Centrum Handlowym sklepów (rzecz prosta) mnóstwo, ale wybór obuwia dziecięcego, jakby to powiedzieć, więcej niż skromny. Patrząc na półki można by wnioskować, że w połowie listopada dzieci chodzą głównie w adidaskach i pantofelkach poniżej kostki.

Po przejściu …nastu sklepów Puchatek był już zmęczony, M. załamana, a Potwory miały dosyć. Zdecydowanie dosyć.

I właśnie wtedy – na szczęście – Puchatek okiem sokolim dojrzał sklep firmowy „Bartka”.

„Bartek” (wyjaśnienie dla niedzieciatych) to taka firma produkujące buty dla dzieci. Dobre. I drogie. Choć nie tak drogie jak różne Ecco etc. Niemniej – powtarza Puchatek – drogie.

Weszli. Już po jakichś trzydziestu sekundach Puchatkowu rzuciły się w oczy FANTASTYCZNE buty dla Pietruszki. Skórzane, odpowiednio wysokie, na polarowym futerku, na porządnej podeszwie i po rozsądnej cenie.

To znaczy – cena wydała się rozsądna z początku, ale po bliższych oględzinach Puchatek zaczął w jej rozsądek wątpić. Ponieważ bliższe oględziny ujawniły z boku buta metalową metkę-wszywkę z napisem „SympaTex”.

I tu cena zaczęła się wydawać naprawdę korzystna – bo buty z sympateksem (nawet dziecięce) kosztują zwykle lekko licząc półtora raza drożej. A bywa, że dwa razy.

Puchatek podejrzliwie obejrzał obuwie, ale nie dostrzegł żadnych braków, dziur czy niedoróbek tłumaczących taką cenę. Podszedł więc był do sympatycznej pani przy kasie i zapytał o ten ewenement.

– Och, widzi pan, bo to jest taka sprawa… – speszyła się pani niezmiernie. – Jakby to panu powiedzieć… Bo te butki są… No, wie pan… Z zeszłorocznej kolekcji! – wyrzuciła wreszcie z siebie straszną prawdę.

– Synu! – Rzekł Puchatek do Pietruszki poważnym tonem, nie zwracając uwagi na to, że M. wydawała z siebie dźwięki sugerujące duszenie się ze śmiechu. – Synu, prawdziwi mężczyźni nigdy nie ubierają się według ostatniej mody. Mam nadzieję, że okażesz się prawdziwym mężczyzną i po bohatersku zniesiesz fakt, że rodzice kupią ci buty z zeszłorocznej kolekcji!

– Ale będą miały numer DWADZIEŚCIA OSIEM? – zapytał podejrzliwie Prawdziwy Mężczyzna lat pięć i pół. – Bo jak tak, to mi się bardzo podobają – dodał. Jego zachowanie nie wskazywało na to, żeby w przyszłości musiał tę traumę przepracowywać na kozetce u psychoanalityka.

A co najlepsze – tuż obok znalazły Puchatki także buty zimowe dla Piłeczki. Wysokie, skórzane, mięciutkie, ciepłe. Co prawda bez sympateksu, ale niewątpliwie zdolne wytrzymać Wielkie Śniegi.

…i zgadnijcie, w jakim były kolorze…

A potem jeszcze poszły Puchatki kupić kurtkę dla Puchatka. Ale to juz – jak mawiał Kipling – zupełnie inna historia. Choć warta opowiedzenia… 🙂

Mruczanka W Sprawie MP3

Puchatek MP3 już posiada – wyśle je każdemu, kto przyśle maila z prośbą na puuchatekMAŁPAgazeta.pl

ALE Puchatek zmuszony jest ostrzec: mail z załącznikiem waży drobne 7 MB (bądź co bądź to kwadrans nagrania). Jeśli zatem macie odpowiednio duże skrzynki, odpowiednio szybkie łącza i odpowiednio duże limity wielkości pojedynczej wiadomości (zwykle wyznaczane są na 10 MB, ale bywają też mniejsze) – to piszcie.