Mruczanka Rozpaczliwa

WIOSNY!!! Chcemy wiosny!!! Ratunku!!!

Jak wstaję rano i widzę, że znowu w nocu popruszył śnieg, to mam odruch wymiotny. Wszyscy już fiksujemy. Jacyś nerwowi jesteśmy, drażliwi, byle co urasta do rangi Problemu. Brakuje nam słońca, brakuje zieleni. Nawet Szelma chodzi osowiała i ma dość.

WIOSNYYYYY!!!!

Jeszcze O Polityce

Przepraszam, ale trudno mi się powstrzymać. Patrzę co się dzieje, czytam serwisy informacyjne i włos mi się jeży na głowie.

Rozmowy o koalicji toczą ze sobą PSL, Samoobrona i LPR.

Tylko pomyślcie: PSL + Samoobrona + LPR.

W rządzie. W RZĄDZIE!!!

Koszmarny sen paranoika.

Każda partia wniesie zapewne do koalicji to, co w niej najlepsze.

Posłowie Samoobrony – uczciwość i szacunek dla prawa.

Działacze PSL – bezinteresowną służbę publiczną.

Eksperci z LPR – genialne plany i programy ekonomiczne.

Tylko co wniesie PiS???

Aaa, tak, zapomniałem – Czwartą Rzeczpospolitą oczywiście…

Szlag Mnie Trafi

Jeszcze nigdy tego nie robiłem. W żadnej sprawie. Nawet w tych, które uznawałem za głęboko słuszne.

Nie jestem zwolennikiem takich form. Uważam, że są mało skuteczne. Głupie. Niepotrzebne.

Ale PRZYSIĘGAM publicznie, że jeśli Andrzej Lepper zostanie członkiem rządu, pójdę demonstrować przed sejmem.

Jeśli pan Lepper wejdzie do rządu, to każde następne wspomnienie o „IV RP”, „Moralnym oczyszczeniu” czy „Odnowie państwa” ze strony Panów Kaczyńskich będę traktował jak zimną, ordynarną hipokryzję.

Mam nadzieję, że PiS-owscy partyjni specjaliści od propagandy i badania nastrojów społecznych trafią także na te zapiski. Wystarczy, że wrzucą w Google odpowiedni zestaw haseł – a powinni to zrobić, jeśli choć trochę znają się na swojej robocie.

Mówię zatem, panowie, głośno i wyraźnie:

Jesteście ludźmi bez honoru. Sto lat temu powiedziałbym Wam, że powinniście sobie w łeb strzelić, bo tylko to pozostaje w tej sytuacji człowiekowi uczciwemu. Dziś nikt sobie w łeb nie strzela – a „uczciwość PiS” to oksymoron.

Tyle.

Mruczanka Pocztowa

Puchatek miał wysłać list. Miał go wysłać SZYBKO. Bo dziś piątek, a list miał być w poniedziałek w stolicy u odbiorcy. Absolutnie koniecznie.

Poleciał Puchatek jak dziki na pocztę. Papierek stosowny na „polecony” wypełnił. Nalepkę z dumnym napisem „PRIORYTET” nakleił. Stanął w kolejce do okienka. I czeka.

I czeka.

I czeka…

Albowiem na poczcie w trzydziestotysięcznym mieście G., w Dzień Jak Najbardziej Powszedni, w Godzinach Południowych, czynne były dwa okienka.

Dwa okienka z sześciu, żeby być dokładnym. W pozostałych widniały zachęcające karteczki z napisami „OKIENKO NIECZYNNE” (jakby ktoś miał wątpliwości).

A do każdego z dwóch czynnych okienek po kilkanaście osób, a każda z kilkunastu osób trzyma w ręku średnio od trzech do pięciu rachunków do zapłacenia.

A pani w okienku (jednym i drugim) stuka na komputerze w tempie znudzonego ślimaka. I z takąż miną.

– Przepraszam, ale dlaczego są czynne tylko dwa okienka? – zainteresował się Puchatek lekko zirytowany po pierwszych dwudziestu minutach stania.

– Ano widzi pan, nie mamy ludzi do pracy – odpowiedziała pogodnie pani w okienku.

Ano widzę. I niech mi ktoś potem jeszcze opowiada o dramatycznym bezrobociu…

Mruczanka (Przed)Zimowa

Uwaga, Puchatek będzie marudził.

No bo tak:

Zima idzie. Wstaje Puchatek rano, a tu zimno. A mało, że zimno – to jeszcze biało. Fuj. I trzeba wyjść najpierw z ciepłego łóżeczka, a potem (co gorsza) z ciepłego domku, złapać łopatę i odgarniać Białe Paskudztwo ze schodów i chodniczka, co by się potem na Białym Paskudztwie nie wykopyrtnąć.

Porządne niedźwiedzie o tej porze roku ŚPIĄ. I niech mi ktoś powie, że niedźwiedź swojego rozumu nie ma…

Mruczanka Supermarketowa

Wiecie, co to są Danonki? Takie serki w małych pudełeczkach, o różnych owocowych (i nie tylko) smakach. Niektóre dzieci to lubią. Puchatkowe na przykład.

Od dłuższego czasu producent – w ramach promocji – do każdego „czteropaku” takich serków dołącza „bonus” w postaci magnesików na lodówkę z literami alfabetu. Taki mały obrazek, pokryty od tyłu magnetyczną folią: duża, kolorowa literka i obrazek czegoś, co się na tę literkę zaczyna.

Potwory uwielbiają Danonki, a jeszcze bardziej – magnetyczne literki. Dopytują bez końca (zwłaszcza Pietruszka) „Jaka to literka”, albo upewniają się, że „To jest BE, plawda? BE jak bulak?” (Puchatek zaznacza, że nie zamierzał w ten sposób czynic najmniejszej nawet aluzji do niektórych Nowych Posłów!)

Wczoraj Puchatek był na zakupach w Dużym Sklepie. Kupował – między innymi – rzeczone serki.

Obśmiejecie się: Puchatek musiał (ku lekkiemu zaniepokojeniu Pana Ochroniarza) przekopać się przez DWIE WARSTWY serków leżące na wierzchu – dopiero w trzeciej warstwie znalazł czteropaki serków, z których NIE UKRADZIONO TYCH CHOLERNYCH LITEREK.

Puchatek naprawdę podziwia pomysłowośc Rodaków – żeby babrać się w zamkniętych czteropakach Danonków tak, żeby ich nie rozerwać (bo to by mogło zwrócic uwagę Pana Ochorniarza na przykład) tylko po to, żeby wyciągnąć z nich tandetny (nie oszukujmy się: tandetny właśnie) magnesik na lodówkę?

Kiedyś Puchatek widział – w Jeszcze Większym Sklepie – jak jakiś pan w średnim wieku (NAPRAWDĘ nie wyglądający na biednego…) nałożył do plastikowej torebki kilkanaście główek cebuli, zważył ją na elektronicznej wadze, nalepił stosowną nalepkę z kodem oaskowym, poczym… dorzucił do torebki jeszcze dwie spore cebulki.

Zważywszy, że kilo cebuli kosztuje koło złotówki – ile na tej operacji „zarobił”? Dziesięć groszy? Piętnaście?

Puchatek pomyślał wtedy, że nic durniejszego już nie zobaczy.

Ale się mylił. Bo teraz te literki. Żygać się chce.

😦

Mruczanka Zaduszkowa Inaczej

Wszystkich Świętych… Zaduszki…

Podobnie jak Cytrynka niespecjalnie lubię w te dni odwiedzać cmentarze. Nawet nie z powodu tłumów (bo to akurat dosyć zrozumiałe…). Cmentarz po zmroku, rozświetlony tysiącami lampek i zniczy wygląda naprawdę tajemniczo i pięknie. Ale…

Ale. Szlag mnie trafia – nieodmiennie, co roku – jak widzę zachowanie ludzi na cmantarzu. Nie, nie chodzi mi o „rewię mody” (to wprawdzie śmieszne, ale można na to po prostu nie zwracać uwagi).

Są natomiast sprawy, na które nie zwracać uwagi nie potrafię.

Kiedyś cmentarz – każde zresztą miejsce pochówku – był „ziemią świętą”. Obowiązywały na nim w zasadzie takie same reguły, jak w kościele. Cisza. Godne zachowanie i strój. I tak dalej.

A dziś? Najgorzej jest w wielkich mastach. W małych miasteczkach czy wioskach nieco lepiej, ale też nietęgo.

Jak się dojeżdża do warszawskiego Cmentarza Północnego w okolicy Wszystkich świętych, to już z daleka widać chmurę dymu. Nie, nie ze zniczy. Z grilli i barków. Hamburgery, hot-dogi, kiełbaska z rożna, pańska skórka. Teoretycznie – dla tych, co zmarznięci wychodzą z cmentarza. W praktyce wygląda to tak, że trzy czwarte „zwiedzających” (tak, to chyba właściwe słowo…) łapie w dłoń bułę z kotletem albo kiełbachę na papierowej tacce i dalej między groby. Zapach zniczy i chryzantem miesza się ze smordem przypalonej kiełbasy, na groby kapie w równych proporcjach stearyna i ketchup, słychać szmer modlitw i mlaskanie.

Palenie papierosów na cmentarzu stało się normą. Widok osobnika stojącego nad grobem z puszką piwa w garści nikogo już nie dziwi. Zimno przecież, rozgrzać się trzeba. Do tego oczywiście głośne rozmowy, śmiechy, radosne spotkania po latach, ooo, ciocia, kopę lat cioci nie widziałem! A co u kuzynki Paulinki? Jak się miewa wujek Psujek? A słyszała ciocia, że…

Nie wiem, jak gdzie indziej, ale na Cmentarzu Północnym nikogo nie dziwi już także widok osób przychodzących na groby (a może tylko przechadzających się po cmentarzu…) z pieskami na smyczy. Pani zapala lampkę, jamniczek zadziera nóżkę na sąsiedni grobowiec i wszyscy są zadowoleni.

O głośnych i nieskrępowanych rozmowach przez komórki już nawet nie wspominam, bo i po co.

Co się stało? Gdzie zniknęła „spes sacra”? Czy cmentarz to dziś w społecznej świadomości takie samo miejsce, jak park czy skwerek? Ciekaw byłbym opnii jakiegoś socjologa…

Dla jasności – nie jestem starszym panem 😉 – mam 35 lat, a jednak naprawdę mnie to razi i wkurza. Coś tu nie gra. Bardzo.

Mruczanka Polityczna – Raz Na Jakiś Czas Można.

W pierwszej notce sprzed roku pisałem, że o polityce tu raczej nie będzie, ale czasami mogę nie zdzierżyć.

Właśnie nie zdzierżam.

Głosowałem na PO. Ich wizja ekonomii i gospodarki wydaje mi się sensowniejsza. Nie głosowałem ani na PiS, ani na Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. W zasadzie nigdy nie głosowałem na Kaczyńskich, tzn. na żadną partię czy ugrupowanie, które akurat reprezentowali (nie licząc oczywiście czerwca’89). Ale…

…ale zawsze uważałem, że panowie Kaczyńscy są ludźmi uczciwymi i prawymi. Tak, nie zgadzałem się z nimi w wielu sprawach, nie podobały mi się ich poglądy, drażniło mnie ich „rozwalactwo”, pęd do destrukcji, postawa konfrontacji ze wszystkim, co się rusza. Ale zawsze gdzieś we mnie siedziało przekonanie, że to ludzie uczciwi, że ich głównym celem jest jednak dobro wspólne, dobro Polski. Że w tym, co robią – nawet, jeśli ja się z tym nie zgadzam – są szczerzy i prawdziwi.

Dlatego przed wyborami – choć nie miałem wątpliwości, że zagłosuję na PO – byłem spokojny. Byłem pewien, że niezależnie od tego, która z partii będzie miała przewagę, powstanie sprawny, kompetentny i UCZCIWY rząd, mający w dodatku poparcie w silnej koalicji parlamentarnej, zwłaszcza, że opozycja wyglądała na słabą i podzieloną. Dlatego, kiedy usłyszałem o zwycięstwie PiS – nie zmartwiłem się zbytnio.

Oczywiście, wielu polityków przyzwyczaiło nas do tego, że słowo w
polityce nie znaczy nic – ale przecież tym właśnie PiS i PO miały się różnić od poprzednich rządzących.

Boże, jaki ja byłem naiwny.

Panowie Posłowie z PiS przeciwstawili się wyborowi na Marszałka Sejmu osoby wysuniętej przez PO nie dlatego, że byłaby złym marszałkiem czy szkodziła interesom Polski – a WYŁĄCZNIE z powodu międzypartyjnych animozji (co zostało jednoznacznie powiedziane). Tym samym narazili na klęskę jedyną rozsądną koalicję mogącą swtorzyć jedyny rozsądny gabinet.

Ja – choć może jestem w mniejszości w tym pięknym kraju – naprawdę uważnie śledzę prasę, radio, telewizję, słucham wypowiedzi polityków. PAMIĘTAM pana Kaczyńskiego mówiącego, że „stanowisko wicemarszałka sejmu dla pana Leppera nie wchodzi w grę!”. Pamiętam propozycję – WYSUNIĘTĄ PRZEZ PiS – że „zwycięska partia bierze tekę premiera, a ta druga obsadza stanowisko marszałka sejmu”.

Teraz już wiemy, ile są warte słowa panów Kaczyńskich.

Myliłem się jak jasna cholera. Panowie Kaczyńscy nie są uczciwymi i prawymi ludźmi. Są takimi samymi żądnymi władzy dupkami, jak znakomita większość tych, z którymi walczą.

Czy oni naprawdę uważają, że „Czwartą RP” da się zbudować pod rękę z panem Lepperem, będącym modelowym przykładem wszystkiego tego, co było najgorsze w tej „trzeciej”?

Czy partyjna prywata („X. nie będzie marszałkiem sejmu, bo go nie lubimy!”) naprawdę MUSI po raz setny okazywać się ważniejsza, niż dobro kraju? Czy zwycięstwo w wyborach pralamentarnych nad PO – zwycięstwo raptem o 2,5 proc. głosów! – naprawdę upoważnia panów z PiS do takiego pozimu arogancji i pychy?

Mówienie o „IV Rzeczpospolitej” od początku uważałem za chwytliwe hasło wyborcze – traktowanie go na serio byłoby potworną megalomanią (…bo jak inaczej nazwać sytuację, w której panom Kaczyńskim wydaje się, że fakt przejęcia przez nich włądzy jest wydarzeniem tej samej skali, co odzyskanie niepodległości w 1918 r. czy przełom 1989 r.?).

Teraz jednak, kiedy patrzę na nasz nowy sejm…

…Na pana posła Jurka w roli marszałka… Na pana wicemarszałka Leppera, wybranego głosami PiS… Na uśmiechniętą gębę pana Giertycha…

…widzę, że w gruncie rzeczy te wybory wygrali Rydzyk z Lepperem.

Czwarta Rzeczpospolita. Jak w mordę strzelił.

Może naprawdę pora się pakować?

***********************************

Post Scriptum – dopisane przed 22.00

Senat – głosami panów Senatorów z PiS – odrzucił kandydaturę Stefana Niesiołowskiego na wicemarszałka.
„Oczywiście, drzwi dla wicemarszałka z PO są otwarte, ale nie może to być Stefan Niesiołowski” – powiedzieli Senatorowie z PiS.

Dlaczego?

Ano dlatego, że „Stefan Niesiołowski to kandydat kontrowersyjny” (??? – w przeciweństwie do marszałka sejmu, pana Marka Jurka, jak rozumiem?)

Oraz dlatego, że pan Niesiołowski (cytuję) „zieje do PiS czymś w rodzaju nienawiści”.

O składni i polszczyźnie tego zwrotu już może nie będę się wypowiadał, bo i o czym tu mówić.
Ale sytuacja się powtarza: „On nie, bo go nie lubimy”. Koniec, kropka, pl.

A jutro znowu PO usłyszy od PiS, że przecież rozmowy o koalicji można kontynuować, że wspólny rząd etc.

Jaki jest sens żenić się z kobietą, która jeszcze przed ślubem ordynarnie cię zdradza z twoim największym wrogiem? Publicznie i bez cienia zażenowania?

Moim zdaniem – PO nie powinna w tę koalicję wchodzić. I tylko – cytując pana Komorowskiego – „…szkoda Polski”.

Jak jeszcze kiedyś uwierzę w coś, co powie któryś z panów Kaczyńskich, jak jeszcze raz powiem, że uważam ich za ludzi uczciwych, to

PRZYJDŹCIE TU I KOPNIJCIE MNIE W TYŁEK tak, żebym przetrzeźwiał.

Howgh.

😦

Mruczanka Po(?)wyborcza

W roku 1990 głosowałem na Mazowieckiego. Przegrał.

***

W roku 1995 głosowałem na Gronkiewicz-Waltz. Przegrała.

***

W roku 2000 głosowałem na Olechowskiego. Przegrał.

***

Teraz głosowałem na Tuska. Przegrał.

***

Psiakrew, może to ja przynoszę pecha kandydatom?

😦

*************

Choć głosowałem na Tuska, samego faktu wyboru Kaczyńskiego nie uważam za tragedię. Tak, propozycje PO były mi bliższe niż pomysły PiS, z Kaczyńskimi w wielu sprawach się nie zgadzam… Ale Kaczyńskich uważam za ludzi uczciwych. Wolałbym Tuska – ale cóż, da się przeżyć.

Za tragedię (bez przesady, za tragedię!) uważam natomiast to, że de facto te wybory zostały wygrane głosami elektoratu spod sztandarów Rydzyka i Leppera. Naprawdę, znakomite towarzystwo do budowy IV Rzeczypospolitej, tak szumnie zaopwiadanej przez Kaczyńskich…

Odechciewa mi się żyć w tym kraju.

😦