Nruczanak Wietrzna Niezwykle

Chmury na niebie. Wczoraj, kiedy przed snem wyszedłem jeszcze na chwilę przed dom (powolutku, bo połamanie ciągle aktualne…), chmury na niebie wyglądały jakoś tak… Skłębione były, ciemnoszare, przesłaniały o odsłaniały gwiazdy. I wiatr szumiał jak głupi. Ruszyłoby się gdzieś na wędrówkę jakąś…

To taki nastrój, jak u Gałczyńskiego:

To było wieczorem w Europie,
może w Holandii, może w Belgii,
gwiazdy lśniły jak lampki na grobie
i szumiał wiatr. Taki wielki.

Bo już jesień grała, coraz szybciej,
na akordeonie złotym
i leciały nad dachami skrzypce,
liście, klarnety i fagoty.

A gdy deszcz bulwarami popłynął,
zaczynała się chwila szalona.
Bo na przedmieściu było male kino
(i pamiętasz? – kasjerka Simona).

I wieczorem każdym po ciemku –
i wieczorem każdym jak requiem,
z tulipanem czerwonym w ręku
przez bulwary do ciebie biegłem.

(…)

Wtedy dłoń twą wziąłem w dłonie moje,
w oczach naszych wieczny blask zaświecił
i przez świat obłąkany od wojen
szliśmy razem jak dwoje dzieci.

Mruczanka z Cummingsem

Znalazłem wiersz, którego jakiś czas szukałem. No i właśnie znalazłem. Więc wrzucam – może i wam się spodoba…

Edward Estlin Cummings (tłumaczenie Barańczaka, rzecz prosta).

obym miał serce zawsze otwarte dla małych

ptaków bo każdy z nich jest tajemnicą życia

cokolwiek zaśpiewają jest lepsze niż wiedzieć

gdy ktoś już ich nie słucha znaczy że siwieje

obym miał myśli krążące dokoła

męstwa pragnienia uległości głodu

nawet gdy jest niedziela obym mógł się mylić

gdy ktoś ma rację znaczy że już nie jest młody

obym nie robił nic co pożyteczne

i kochał ciebie bardziej niż wiernie i wiecznie

nie było takich głupców co by nie umieli

jednym uśmiechem schować się w nieba pościeli

 

Mruczanka zamyślona…

Jest taki wiersz (E.E.Cummings, w tłumaczeniu Barańczaka). Znany, bo Turnau (Grzegorz) go śpiewał na którejś płycie. Chodzi za mną od jakiegoś czasu – nagle jakby w oderwaniu od melodii, sam tekst – i coraz mocniej zaczynam go rozumieć (odczuwać?). Pozwolę sobie zacytować (odrobina poezji jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła… chyba).

Szło to tak:

gdy wszystko się zdarzy co stać się nie może
( i wszystko się świetniej niż w książkach ułoży )
najgłupszy bakałarz w tym ujrzy znak
( a my w wir w krąg wokoło o tak )
że można z niczego coś stworzyć

to coś jest jednością bez celów i przyczyn
( kwiat powie to lepiej niż książka przemilczy )
jednością tak dawną że nową już
( a my wszerz w dal wokoło i wzdłuż )
jest wszystkim czymkolwiek i niczym

więc kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas
ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem

coś w nas świeci jaśniej niż słońca i zorze
coś w nas znaczy więcej niż książka rzec może
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
( a my w krzyk w skok żyjemy o tak )
w nas jedność przez jedność się mnoży
więc kocham cię kochasz mnie

chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas
( a my w śpiew w tan wokoło przez czas)
ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem

więc kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
( a nigdy jest zawszenigdy jest zawsze
a nigdy jest zawsze od teraz )

**********************

A z innej beczki poetyckiej – ukazała się nowa płyta Cohena. Recenzje – entuzjastyczne: że dojrzała, że inna, że C. wciąż w genialnej formie, że wspaniale pracuje głosem… Że poetycko coraz dojrzalsze…

Ano, zobaczymy. Trzeba kupić (choć z finansami krucho). Problem z poezją Cohena polega na tym, że wszyscy (w każdym razie wszyscy, których czytałem) krytycy literaccy z kręgu anglojęzycznego są zgodni, że to poezja – powiedzmy – średniej klasy (bez ironii – nie „kiepska” tylko własnie „średnia”).

Może i tak jest – ale… Mnie ta „średniość” bardzo odpowiada (ale mój angielski jednak jest „wyuczony”, nie jestem „native speaker”, może pewnych niuansów języka poetyckiego nie łapię…).

Zamyślony

Puchatek