Mruczanka Mikroremontowa z Wielką Literaturą w Tle – 2

Ano, naiwny był Puchatek wielce. Samo wynoszenie książek zajęło bowiem Puchatkowi pół dnia. Jak już wszystkie książki zostały wyniesione (na balkon, bo przecież wszystko miało się zakończyć wieczorem…), to zaczęło się wynoszenie innych rzeczy, mycie ścian z kurzu etc. Wiecie, jak wygląda ściana za starą półką, której nikt nie odsuwał od siedmiu lat?! Bo Puchatek już wie…

Dobra, oszczędzę Wam szczegółów. Dość, że jak Puchatek zaczął mikroremont we wtorek rano, to już w czwartek koło południa gabinet zaczął przypominać ludzką siedzibę.

Puchatek zaś miał pełne oskrzela kurzu (…jeszcze go czuje zresztą, khe, khe), zadrażnione oczy, obolały kręgosłup i poobijane łapska.

Ale za to teraz… Półeczki, wszystko elegancko poukładane, książki na półeczkach, duperele w szczelnych pudełkach (nie będą się kurzyć…), no – po prostu jest czym oddychać. I jakoś się przestronniej zrobiło…I jaśniej jakoś…

Tyle, że okazało się że także książki trzeba poddać selekcji. Bolesny proces…

Mniej więcej jedną trzecią (!) książek Puchatek był z gabinetu wyprowadził. Wyprowadzone tomy podzielone zostały z grubsza na dwie kategorie:

– Kategoria „Won Z Domu” objęła różnego rodzaju wybitne dzieła Science-Fiction i durne kryminały, czyli lektury sprzed … lat, które Puchatek we wczesnej młodości był czytywał, a do których przecież nigdy już nie wróci, bo i po co. Książki w większości w niezłym stanie, lokalna biblioteka nie pogardzi (oczywiście – klasyka została… Dick, Lawhead… Alsitair MacLean, że o Conan-Doyle’u nie wspominam…).

– Kategoria „Wielka Literatura Ale Nie Musi Być Pod Ręką”. Ta kategoria wywędrowała o poziom niżej, mianowicie do piwnicy. Nie myślcie sobie – w piwnicy książki zostały poustawiane na odpowiednich piwnicznych półeczkach (nawet za szkłem, żeby się nie kurzyły) i… niech stoją. W sumie wyniósł Puchatek do piwnicy ponad sześć metrów bieżących książek (licząc łączną długość półek, na których zostały ustawione).

Cały Kraszewski, cały Stendhal, cały Rolland, cały (!) Tołstoj (Lew, rzecz prosta, nie Aleksy), do tego po trochu Remarque’a, Balzaca, Zoli i Paru Innych… Czyli Wielka Literatura, Która Dobrze, Że Jest W Domu I Którą Każdy Prawdziwy Snob Mieć Powinien 😉 – ale po którą, nie oszukujmy się, sięga się rzadko… Bardzo rzadko… A na pewno nie na co dzień.

No i pięknie. Gabinet gotowy. Można wracać do pracy.

Efekt uboczny: piątkowa wizyta u okulisty. Prywatnie („Na NFZ? Oczywiście, przyjmujemy. Najbliższe wolne terminy mamy w końcu listopada…”).

– Nic poważnego – uspokoiła Puchatka Pani Okulistka oglądając puchatkowe oczy dziwnie czerwone, bolące i od doby roniące rzęsiste łzy. – To tylko zadrażnienie. Proszę przez dwa dni zapuszczać To-I-To, a na pewno przejdzie. Czyżby pan w ostatnich dniach pracował w jakimś pyle lub kurzu?…

No, ciekawe skąd wiedziała…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s