Mruczanka Po Godzinach

Dzieje się.

Przedszkole – oczywiście – nie ruszyło. Starostwo (na razie) odmówiło wydania zgody na „zmianę sposobu użytkowania budynku” (to miała być formalność, a ciągnie się już trzeci miesiąc). Tym razem dlatego, że pan W. (naczelnik wydziału architektury) dopatrzył się, że w starych planach budynku był wpisany… gabinet lekarski na parterze. A gabinet lekarski + przedszkole przekracza te magiczne trzydzięści procent powierzchni, które można przeznaczyć na działalność gospodarczą w domku jednorodzinnym.

Pan W. doskonale wie, że żadnego gabinetu tam nie było i nie ma. Ale pan W. jest tępym biurokratą, którego nie obchodzą fakty, jeśli nie ma ich na papierze. (Pan W. nota bene miał 30 dni na ewentualny sprzeciw wobec naszego zgłoszenia – i wystawił go w 29 dniu z tych trzydziestu).

W ten sposób w mieście, w którym brakuje 150 miejsc w przedszkolach nie można otworzyć przedszkola z czysto biurokratycznych powodów.

Oczywiście – i to da się obejść. Trzeba złożyć zgłsozenie o zmianie raz jeszcze, tym razem tak, żeby nie było na nim gabinetu. I przejdzie. Tyle, że to zajmie kolejny miesiąc. Ale to przecież urzędników nie obchodzi…

Urzędnicy – wedle określenia, którem ostatnio usłyszał – cierpią (wszyscy chyba) na chorobę zwaną „jaskrą analną”.

Jaskra analna polega na tym, że człowiek nie widzi… możliwości żeby ruszyć dupę. Pardon.

***

Zima jaka jest, każdy widzi. Do przedwczoraj była wiosna/jesień, a od wczoraj jest zima. Po prostu. Matka Natura zaplanowała chyba, że w ciagu tych kilku dni nadrobi zaległości i zrzuci nam na głowy (oraz drogi, chodniki i balkony) cały śnieg, który nie padał od grudnia.

Oczywiście nikt się tego nie spodziewał. Co prawda jest styczeń, co prawda w styczniu czasami pada śnieg, co prawda w prognozach od tygodnia mówiono, że w środę zacznie sypać…

Nic to. Zima zaskoczyła drogowców.

M. jechała wczoraj rano z miasta G. do miasta P., leżącego w połowie drogi z G do Stolicy. Z G. do Stolicy jest trzydzieści kilometrów, a zatem – jak łatwo obliczyć – z G. do P. jest ich piętnaście.

Zwykle tę odległość pokonuje się w 20 – 25 minut (wliczając w to fatalne drogi i poranne korki). Wczoraj M. jechała DWIE I PÓŁ GODZINY. Czyli jakby się uparła, to mogłaby w tym czasie dojść piechotą. Po drodze nie widziała ANI JEDNEGO pługu śnieżnego.

Mieszkańcom Mazowsza gratulujemy służb drogowych.

***

Ukazała się nowa płyta Loreeny McKennitt. W sklepach jej jeszcze nie widziałem, ale na niezawodnym Allegro już jest. Tyle, że jeszcze bardzo droga – koło 60 zł. Poczekam (…z bólem serca…) jeszcze ze dwa tygodnie – jak spadnie poniżej 45 złotych, to kupię. A jak wejdziecie TUTAJ, to możecie sobie posłuchać fragmetów (to oficjalna strona, żadne piractwo, żeby nie było!). Zwróćcie uwagę na ostatni fragment – z utworu Never-Ending Road.

Jak się tego słucha, to nagle pan W. (i wszyscy inni jego koledzy) wydają się tacy malutcy, że aż człowiekowi się ich żal robi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s