Mruczanka Science-Fiction

Jeśli chodzi o „science”, to konkretnie Puchatek ma na myśli medycynę. A dlaczego „fiction” – o tym niżej.

Udał się był Puchatek na badania. To znaczy nie naukowe badania, tylko badania Puchatka. Czyli nie był Puchatek badającym, jeno obiektem badań.

Badania odbyły się na intencję prawa jazdy. No, bo przecież nie można dać tak ważnego dokumentu byle komu! Osobnik z prawem jazdy zdrowy być musi, co by innych użytkowmników drogi czymś nie zaraził…

Zatem Puchatek udał się do Całkiem Prywatnej Przychodni X. Do rejestracji się zgłosił, siedemdziesiąt (!) PLN uiścił, w kolejeczce swoje odstał i wszedł.

Przyjęła Puchatka bardzo miła pani doktor T. I natychmiast zaczęła badania. I skończyła je jeszcze szybciej. Całe „badania” trwały de facto czterdzieści sekund (zegar wisiał na ścianie). Potem jescze trzy minuty trwał „wywiad”, w kolejne dwie – wypisywanie świstka. I po krzyku.

I dlatego Puchatejk pisze o „science-fiction”. Cała „science” sprowadziła się do badania wzroku (tablica na ścianie, proszę przeczytać dolny rządek lewym okiem, prawym, dziekuję).

Potem była już kompletna „fiction”. Pani doktor wypytywała Puchatka o kolejne Straszne Choroby i Regularnie Przyjmowane Leki, Puchatek konsekwentnie odpowiadał „nie” (zgodnie z prawdą akurat). I tyle.

I tak się Puchatek zastanawia – po co ta szopka? Czy tylko po to, żeby uprawniony lekarz mógł sobie dorobić? Przecież mógł Puchatek ukryć przed panią doktor WSZYSTKO. Mógł być na przykład ciężkim epileptykiem, albo – ja wiem – cukrzykiem regularnie zapadającym w krótkie drzemki spowodowane niedoborem cukru… „Miał pan kiedykolwiek ataki padaczki?” „Ależ skąd”. Dziękuję, następne pytanie. Przecież nikt tego nie sprawdza…

A szczyt „fiction” polegał na tym, że pani doktor nawet nie zajrzała w puchatkowe dokumenty. I to nie przez zapomnienie, bo Puchatek grzecznie zapytał, czy ma dowód wyciagnąć. Nie, dziękuję, nie trzeba.

Czyli na upartego Puchatek (będący skądinąd rzeczywiście osobnikiem zdrowym generalnie) mógłby (za drobną opłatą?…) pójść na takie badania za kogoś, kto – na przykład – ma poważną wadę wzroku. Powiedzieć, że nazywa się Kleofas Pipsztycki, podać pesel (nauczenie sie jedenastu cyfr na pamięć nie jest wielkim wysiłkiem), przejść etap „science” z tablicą do badania wzroku, podać poprawne odpowiedzi na pytania o Straszne Choroby – i dostać zaświadczenie (na nazwisko Kleofas Pipsztycki, rzecz prosta), że może ubiegać się o prawo jazdy (bezterminowe).

Nie, Puchatek tego nie zrobi, oczywiście. Nie tylko dlatego, że nie pozwoli mu na to Wrodzona Uczciwość. Także dlatego, że Puchatek trochę bałby się spotkać kiedyś na ruchliwej drodze z Kleofasem Pipsztyckim siedzącym za kierownicą w tych swoich szkłach kontaktowych na sto sześćdziesiąt dioptrii…

…ale technicznie – dałoby się zrobić. I jak Puchatek zna polskie realia – pewnie się robi na co dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s