Czytam tytuł w internetowych serwisach:
„Słaby debiut Graala na giełdzie”
To Graal teraz na giełdę wchodzi… No proszę… Tylu go szuka od wieków, a tu wystarczy akcje kupić…
Jakiż się ten świat płaski robi…
P.
Czytam tytuł w internetowych serwisach:
„Słaby debiut Graala na giełdzie”
To Graal teraz na giełdę wchodzi… No proszę… Tylu go szuka od wieków, a tu wystarczy akcje kupić…
Jakiż się ten świat płaski robi…
P.
Tak, Puchatek jest dziś w antyspołecznym nastroju. Puchatek – legalista będzie dziś wzywał do przestępstwa. No, prawie wzywał.
Siedzi sobie Puchatek i ogląda Panoramę czy inne Wiadomości. Po programie informacyjnym – pogoda. A Puchatek ma anginę, a w piątek musi do Warszawy jechać, więc go pogoda (na piątek…) interesuje. Przed pogodą jednakowoż – reklamy. A przed reklamą – autoreklama TVP. Z serii do znudzenia powtarzanej ostatnio, jak to dobrze i błogo płacić ten podatek z irracjonalnych przyczyn zwany „abonamentem”, niezgodny zresztą (co stwierdził jakiś czas temu Trybunał Konstytucyjny) z Konstytucją.
Kolejne autoreklamówki pokazują uśmiechniętych, zadowolonych ludzi, którzy „są współproducentami swoich ulubionych programów” – bo płacą rzeczony podatek.
I dziś Puchatka szlag trafił. Bo dziś pokazywano panią Annę Jakąś -Tam, która jest świetną mamą, a przy tym – współproducentem ulubionego programu swoich dzieci, czyli Wieczorynki (czyli dobranocki tak zwanej). Bo dzieci lubią bajki, więc ona płaci abonament, żeby dzieci mogły tę bajke oglądać.
Urocze, nieprawdaż? Chwyta za serce… To znaczy – chwytałoby, gdyby nie fakt, że Puchatek ostatnio wieczorynki regularnie ogląda z Pietruszką (ach, ten listonosz Pat i jego czerrrrwona furgonetka…). I Puchatek wie – bo widzi to codziennie – że „na Wieczorynkę zaprasza producent Kinder-Niespodzianki”, czy jakiego tam innego słodko-plastikowego szaleństwa.
I Puchatek się czuje robiony w konia (żeby nie powiedzieć, że w jajo bez niespodzianki). Bo tu mu mówią, że abonament sie płaci, żeby bajka była, a tu się dowiaduje, że bajka, owszem, finansowana jest przez producenta rzeczonych jaj.
To na co – przepraszam – idzie ten abonament w końcu? Może na tysięc czterysta dziewięćdziesiąty drugi odcinek „M jak miłość” albo innego wybitnego serialu? Albo na rewelacyjne gale piosenki biesiadnej typu „tour de Maryla” albo inne „Ich Truje”?
Bo jeśli tak – to Puchatek przeprasza, ale odmawia dalszej współpracy.
Ot, co.
P.
Nie, nie jestem przeciwnikiem reklamy. Wiem, dźwignia handlu etc. Czasem bywa nawet zabawna. Czasem – rzadko – czegoś uczy.
ALE CZASEM MNIE WKURZA.
„Wyraź marzenia” – głosi hasło na plakacie reklamującym telefony komórkowe firmy X.
Szanowny Panie copywriterze! Nie wiem, jakie Pan ma marzenia. Być może do wyrażenia Pańskich marzeń wystarczy elektroniczny gadżet. Jeśli tak – pozostaje mi Panu współczuć.
Do wyrażania moich marzeń służą znacznie bardziej skomplikowane narzędzia. Choć – nie ukrywam – znacznie mniej nowoczesne.
Język. Wie Pan, panie copywriterze, o czym marzył Sokrates? Albo – czy ja wiem – Dante? Norwid? Wie Pan, oni nie używali telefonu komórkowego. A jednak wyrazili jakoś – lepiej lub gorzej – swoje marzenia i jeszcze kilka innych rzeczy.
Muzyka. Bach też komórki nie miał (chyba, że komórkę na nuty). Ani Prokofiew. A wyrażali, niezgorzej.
Malarstwo. Rzeźba.
A katedrę w Orleanie Pan widział, Panie copywriterze? Czy Pan w ogóle wie, co to są marzenia?
PAŁA, Panie copywriterze. Nawet w reklamie nie można traktować klienta jak roślinki, której szczytem marzeń jest nowa doniczka.
No bo tak – stworzyłem (jak to brzmi!) kolejny wpis, kliknąłem jak admin przykazał „publikuj”, a tu… kiszka. Brak. Nie ma. Wchodzę na stronę – zalogowany, niezalogowany, wsio rawno – i pokazuje się wpis wczorajszy, a dzisiejszego nie ma. A całkiem był długi – nie będę go przecież pisał od nowa.
😦