Sprawdziły się – rzecz prosta – wszystkie najgorsze scenariusze w wersji „plus”. Trzeba zrobić sprzęgło (pękła jakaś taka sprężyna, nie powiem Wam, jak to się fachowo nazywa, zresztą co za różnica). A żeby zrobić sprzęgło, trzeba rozebrać całe przednie zawieszenie, bo bez tego nie da się dostać do skrzyni biegów. A to oznacza pół dnia roboty dwóch ludzi, żeby w ogóle się do tego dostać (a potem kolejne pół dnia, żeby to złożyć do kupy).
Co gorsza – okazuje się, że warto by też wymienić od razu koło dwumasowe. Bo najdalej za rok i tak trzeba by to zrobić, a teraz zapłacę tylko za koszt części (robocizna – czyli rozebranie całości, żeby się do tego dostać – wlicza się w koszt naprawy sprzęgła). A za rok poza ceną samej części musiałbym płacić dodatkowo za całą robociznę od nowa.
Racjonalnie to oczywiście ma sens (sumarycznie oszczędzam w ten sposób co najmniej półtora tysiąca złotych). Tyle, że to wymaga wyłożenia tych pieniędzy TERAZ. W środku wakacji, że o innych atrakcjach nie wspomnę. Łącznie nie dwa tysiące (jak pisałem wcześniej), a ponad cztery.
I to, zdaje się, zamyka temat mojego wyjazdu we wrześniu…

,😥🫤
PolubieniePolubienie