Murphy Kontratakuje…

Wszystko wskazywało na to, że to będzie dobry dzień. Rower zreperowany, samochód do odbioru. Odebrałem go zatem i pojechałem zatankować. Nie dojechałem jeszcze do głównej arterii naszej podwarszawskiej metropolii, kiedy… Zgadniecie? Tak, TO SAMO. Trzeci raz. Mało mnie szlag nie trafił. Zadzwoniłem do pana Roberta, żeby mu o tym powiedzieć. W słuchawce wybrzmiała chwila ciszy, po czym padło soczyste „…noż k…!”.

Jakoś siłą udało mi się wrzucić jedynkę i na tej jedynce zaturlałem się z powrotem do warsztatu. Gdzieś, znaczy, coś jeszcze jest nieszczelne. Ciekawe, czy okaże się, że jednak trzeba robię tę operację za dwa tysiące.

Przyznam, że jestem zmęczony.

Dodaj komentarz