Szlag mnie trafi…

Znowu to samo. Już jakiś czas tego nie było – a teraz znowu. Faktura. Wystawiona 21 maja. Miała być zapłacona do 4 czerwca. Dziś – co można łatwo sprawdzić, rzucając okiem na kalendarz – jest 9 czerwca. Pieniędzy dalej nie ma. Wczoraj napisałem do pani redaktorki (bo to jedyna osoba, z którą mam kontakt w wydawnictwie). Oczywiście zabierałem się do tego maila jak pies do jeża, ten cholerny „inteligencki etos”, który każe czuć się głupio, kiedy się człowiek dopomina o pieniądze. Nawet jeśli to są JEGO pieniądze, pieniądze które mu się po prostu należą (parafraza niezamierzona).

Pani redaktorka (osoba skądinąd bardzo pozytywna) odpisała, że jasne, ona sprawdzi i się odezwie. Ale na razie (a minęła już ponad doba) jakoś się nie odezwała. A pieniędzy na koncie dalej nie ma. A faktury za wodę (i paru innych) nic nie obchodzi, że ich nie ma – termin płatności się na nich nie chce zmienić. Jestem tym zmęczony, serio.

Dodaj komentarz