Się dzieje…

Przerażające, jak szybko czas leci (…wiem, wiem, banał). Dopiero co Piłka wyjeżdżała co Cambridge i zaczynała studia – a właśnie wczoraj, też w Cambridge, tylko że tym drugim (pod Bostonem, w stanie Massachusettes, w USA) w czasie uroczystej gali (którą oglądałem na żywo przez kanał live Uniwersytetu Harvarda) odebrała dyplom magistra prawa (L.L.M.). Za parę dni wraca, najpierw na dwa tygodnie do Londynu (gdzie będzie szukała mieszkania do wynajęcia…), a w połowie czerwca do domu.

I tak sobie pomyślałem… Ona ma dwadzieścia trzy lata (…nawet jeszcze nie, bo urodziny dopiero w grudniu) – i JUŻ ma „w kieszeni” dyplomy (licencjacki i magisterski) z dwóch uniwersytetów, które we wszystkich chyba możliwych zestawieniach nieodmiennie mieszczą się w pierwszej piątce najlepszych uczelni na wiecie. Na Liście Szanghajskiej Harvard jest pierwszy, Cambridge – czwarty…

A teraz (co już mogę mówić oficjalnie) dostała się na „pupilage” (coś, co chyba przypomina naszą aplikację adwokacją) i otrzymała propozycję pracy dla One Essex Court, jednej z najlepszych barristers’ chambers (coś w rodzaju izby adwokackiej) w Londynie. I żebyście nie mieli wątpliwości: to nie była jedyna chamber, która ją u siebie „chciała”. Co podobno naprawdę nie zdarza się często, bo konkurencja jest ogromna, a chętnych tłumy.

Pamiętacie, jak pisałem z dumą, że dostała propozycję pracy z DWÓCH firm prawniczych z „Magic Circle”? No więc właśnie do nich pisze, że jednak nie przyjmie ich propozycji pracy, bo – oczywiście – bycie barrister jest dużo ciekawsze niż bycie solicitor, więc wybiera barrister’ chamber. Tak po prostu.

I to wszystko osiągnęła z pozycji obcokrajowca, dla którego angielski nie jest przecież pierwszym językiem!

No kurczę, no.

***

Pucek już po maturze. Wyniki pisemnych będą jak wiadomo w lipcu, ale jest zadowolony, ze wszystkiego powinien mieć powyżej 80% – z wyjątkiem fizyki rozszerzonej, gdzie coś poplątał i trochę stracił, ale i tak koło 60% powinno być. Od razu znane są wyniki z egzaminów ustnych – i tu, muszę powiedzieć, zbierałem szczękę z podłogi. Bo z ustnego angielskiego 97% (…a ja zawsze myślałem, że on ma zaległości…), a z ustnego polskiego… 100%. STO PROCENT. Pucek, który przecież bynajmniej humanistą nie jest. Cóż, wygląda na to, że przynajmniej ma gadane po tatusiu…

Teraz będzie się zapisywał na studia. Zobaczymy. Przez te trzy lata pokazał, że rzeczywiście najlepiej funkcjonuje „naukowo”, kiedy zostawi mu się wolną rękę i pozwoli działać po swojemu. Co, nie ukrywam, nie jest dla mnie łatwe – ale, jak widać, działa.

A w poniedziałek Pucek kończy osiemnaście lat. Nie do wiary…

Będzie dobrze.

***

A ja jestem zmęczony. Baaardzo. Marzę wakacjach… Niestety na razie na marzeniach się kończy, bo ani czasowo, ani finansowo nie mam szans się nigdzie ruszyć. W lipcu rekolekcje (to nie wakacje, bynajmniej, choć na pewnym poziomie człowiek jednak nieco wypoczywa, odrywa się od codzienności, wchodzi na inne rejestry, przypomina sobie, co jest ważne, a nie tylko pilne…).

A potem może (może…) we wrześniu uda się na kilka dni gdzieś wyskoczyć. SAMEMU. Jak będą jakieś pieniądze. Jest cień szansy…

Dodaj komentarz