Prezent…

No, jakby to powiedzieć… Miałem zdać relację. To zdaję. Kurier zjawił się dziś. Przed południem. Nie ukrywam, byłem równie podekscytowany jak Potwory (którym, oczywiście, o całej sprawie opowiedziałem). Kurier sprawdził adres, dopytał o nazwisko, po czym wypakował z furgonetki… wielką pakę. Karton miał chyba z półtora metra wysokości, pół mera szerokości i jakieś dwadzieścia centymetrów głębokości. Przyznam, że mi nieco szczęka opadła, bo spodziewałem się przesyłki wielkości płyty czy książki.

Rozpakowaliśmy i… szczęka opadła mi jeszcze niżej.

Szanowni Państwo pozwolą, że im przedstawię nową lokatorkę Puchatkowa:

To jest, szanowni Państwo, Framus, seria Legacy, Grand Auditorium. Gitara akustyczna (w zasadzie – elektroakustyczna, bo ma możliwość podłączenia kabelka…). Dość nietypowy model. Bo raz, że płyta rezonansowa jest z litego mahoniu – co daje miększe, cieplejsze, ciemniejsze brzmienie, niż w przypadku świerku – takie właśnie mocno bluesowe… Ale dwa – że ma toto szerszy gryf niż typowy „akustyk”: szerokość na siodełku to 48 milimetrów (czyli 1 i 7/8 cala). Gryf typowego „akustyka” ma w tym miejscu 42 albo 43 milimetry – co dla mnie, wychowanego jednak na gitarze klasycznej (…i, nie ukrywajmy, posiadającego palce nieco grubsze niż eteryczna nastolatka…), jest trochę wąsko. A te 48 to już prawie tyle, co w gitarze klasycznej (która ma 50 abo 52). No, tylko grać (…żeby jeszcze było kiedy…).

Kolekcja gitar wzrosła mi zatem do czterech sztuk.

Mam moją klasyczną gitarę, manufakturowego Manuela Rodrigueza, kupionego dobre ćwierć wieku temu. Kocham ten instrument – znać po nim ślady używania, ale dalej brzmi lepiej niż większość klasyków, które kiedykolwiek miałem w rękach. Płyta rezonansowa z hiszpańskiego cedru. Lutnik, który ją naprawiał po drobnym wypadku, powiedział, żebym jej broń Boże nie sprzedawał, bo jest świetna, „…a dziś żeby taką kupić musiałby pan wydać kupę kasy, a i tak nie miałby pan gwarancji, że nie jest made in China…”.

Mam akustyczną Jasmine S-34C (świerk). Jasmine to taka tańsza (duuużo tańsza…), budżetowa linia japońskiej marki Takamine. Ot, taniutki instrument (nową można kupić za kwotę rzędu 100 dolarów, a ja kupiłem używaną…), ale – jak to Japończyk – wykonany bardzo precyzyjnie, świetnie stroi i dźwięk ma porównywalny z instrumentami z półki cenowej o klasę wyżej. Całkiem fajny akustyk, tylko ten gryf wąski (42 milimetry na siodełku…).

Mam dwunastostrunowego Hohnera – fajna zabawka, w zasadzie (oficjalnie) nie jest moja, tylko kolegi Z., ale on ma w domu chyba …naście gitar, w tym znacznie lepszą „dwunastkę”, więc powiedział, że mogą ją trzymać, ile zechcę.

No i teraz proszę bardzo – Framus Legacy Grand Auditorium, mahoń… Gitara do bluesa. No to chyba trzeba będzie się za tego bluesa trochę wziąć (…jak tylko skończę książkę, którą robię, bo do tego czasu raczej niczemu specjalnie dużo czasu nie poświęcę).

Muszę powiedzieć (jakby to banalnie nie zabrzmiało), że na taki prezent bym nie wpadł.

Uff…

4 myśli na temat “Prezent…

  1. Gratulacje najserdeczniejsze. Zatem jak będziesz w naszą stronę jechał to tylko z ta gitarą…. (nie no Potwory tez możesz zabrać 😛 )
    Wyobrażam sobie ile to radości.

    Polubienie

  2. No rewelacja! Obstawiałam harmonijkę! Na to bym nie wpadła! Bardzo się cieszę, że prezent udany… i czekamy na pierwszy koncert 😁

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s