Dalej. Ale może już Bliżej, niż Dalej?

Dziś byliśmy wreszcie u naszej Pani Doktor, która wróciła z urlopu. Pani Doktor to po prostu skała i oparcie: wystarczył kwadrans rozmowy, żeby M. się nieco uspokoiła. „Przecież od początku się tego spodziewaliśmy” – powiedziała tym swoim spokojnym, ułożonym głosem. „Guz był wieloogniskowy, więc nawet gdyby węzły były czyste, to i tak nie odważyłabym się puścić pani bez naświetlań. Oczywiście, wolelibyśmy żeby nowotworu w węzłach nie było – ale to od początku było bardzo mało prawdopodobne. Gdyby zajęte było powyżej dziesięciu węzłów, to byłoby dużo gorzej. A tak – gwarancji na razie nie ma, ale dramatu też.”

Wypisała skierowanie, odpowiedziała na wszystkie możliwe pytania (i kilka mniej możliwych też…), doradziła co i gdzie. Powiedziała że o długości naświetlań zadecyduje lekarz na Wawelskiej (w „naszym” szpitalu akurat naświetlań się nie robi…), ale najprawdopodobniej będzie to od czterech do sześciu tygodni. A po zakończeniu naświetlań mamy się zgłosić do niej i wtedy zadecydujemy, co dalej. A jakbyśmy w trakcie naświetlań mieli jakieś wątpliwości – to mamy dzwonić. Tak po prostu. Na komórkę.

Od razu pojechaliśmy na Wawelską, żeby się zapisać. Jutro mamy wizytę „kwalifikacyjną”, wtedy dowiemy się kiedy zaczynamy (ale raczej nie wcześniej, niż za dwa tygodnie). Pierwsza wizyta może potrwać dwie – trzy godziny, bo trzeba będzie zrobić wszystkie badania łącznie z tomografią. Ale kolejne – kwadrans, maksimum dwadzieścia minut łącznie z rozbieraniem i ubieraniem.

Damy radę. Bob Budowniczy zawsze da radę…

***

A jeszcze z kronikarskiego obowiązku: od niedzieli mamy w domu najprawdziwszego nastolatka. Pietruszka miał jedenaste (!) urodziny. Kocia Twarz, jak ten czas leci…

Jedenaście lat temu 3. marca też wypadł w niedzielę. Wróciłem do domu o siódmej rano, po dwóch nocach bez snu (Pietruszka zaczął się był wpraszać na świat w piątek w nocy, ale potem mu przeszło – i ostatecznie raczył się objawić dopiero w niedzielę, półtorej godziny po północy). Byłem nieprzytomny i tak zmęczony, że mimo całych emocji padłem na łóżko i zasnąłem w minutę. Ale nie dane mi było się wyspać – już o jedenastej obudziła mnie telefonem Taka Jedna Znajoma, która Absolutnie Koniecznie musiała dopytać „czy to już i w ogóle co i jak”. Myślałem, że ją zabiję – tylko nie wiedziałem, jak to zrobić przez telefon.

No i proszę – jedenaście lat minęło…

W niedzielę przeżyliśmy (to stosowne określenie) Najazd Hunów, dla niepoznaki nazwany Urodzinami. No i mamy nastolatka. Już się boję…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s