A Jednak Się Kręci…

Bieganina wokół spraw codziennych jest ostatnio tak intensywna, że naprawdę nie ma już czasu na cokolwiek innego. A jednak muszę coś napisać…

Ostrożnie Pozytywne Newsy chyba się potwierdzają – choć oczywiście dojście do tego musieliśmy (w tym zwłaszcza ja…) okupić dawką nerwów.

W ostatni czwartek robiliśmy badania, która miały potwierdzić (…lub nie) skuteczność leczenia. Jeśli gad się zmniejsza – to wiadomo, że chemia działa i rokowania od razu są lepsze. Jeśli mimo chemii rośnie – wiadomo że jest źle. Jeśli się nie zmienia… Cóż, wtedy trzeba szukać innej, silniejszej chemii – ale generalnie szanse maleją.

W wynikach USG przeczytałem tylko dotyczące głównego ogniska hasło „23 mm” – i trochę się zdołowałem, bo pamiętałem że w mammografii też wyszło 23 mm. Czyli żadnych zmian?…Przekazaliśmy wyniki Pani Doktor i pojechaliśmy do domu.

W domu nie wyciągałem już tych wszystkich badań, żeby M. nie zaczęła się w nie na nowo wczytywać – bo i po co.

Wczoraj przyszliśmy na czwartą chemię. Pani doktor jak gdyby nigdy nic bada, wysyła papierki, każe pakować się do sali „chemicznej”. Wiec pytam, wyrażając swoje obawy możliwie jak najdelikatniej… A Pani Doktor patrzy z lekkim zdziwieniem. No przecież wyniki są dobre, leczenie działa, przecież gdyby nie działało to by nie fundowała M. kolejnej takiej samej chemii, tylko już szukała czegoś innego…

Po czym wyciąga wyniki badań – jednych, drugich, trzecich – i pokazuje.

Faktycznie – w mammografii wyszły wymiary 23 na 20 mm. A w tym USG z czwartku – 23 na… 9 (!) mm. Czyli ten s…syn jednak się zmniejszył! Tylko w jednej płaszczyźnie – ale w tej jednej o ponad połowę. I te dwa mniejsze też są mniejsze, niż były.

I Pani Doktor po raz pierwszy odkąd mamy z Nią do czynienia uśmiechnęła się. (To znaczy: uśmiechała się i wcześniej, ale to zawsze był taki specyficzny uśmiech z lekkim dystansem, z rezerwą. Tak, jakby mówiła: „Uśmiecham się, bo państwa lubię, bo wam dobrze życzę, ale nie chciałabym żebyście mój uśmiech potraktowali jako obietnicę czy zapewnienie, że wszystko idzie dobrze”. A wczoraj uśmiechnęła się szeroko, jakby była naprawdę zadowolona.)

Jasne, to jeszcze nic nie znaczy. Jeszcze może być różnie. Ale skoro chemia działa, to pierwszy przełom już jest. Szanse rosną.

Zostawiłem M. pod kroplówką (leki „kapią” trzy do czterech godzin, a ja muszę wracać do M. odbierać Potwory ze szkół; M. leży sobie i czyta, a potem przyjeżdża mój tata i odwozi ją do domu). Pojechałem do G. Odebrałem Potwory, zrobiłem zakupy, ogarnąłem kilka spraw – była piąta po południu, a M. z tatą byli w drodze, kiedy po raz pierwszy tego dnia mogłem siąść spokojnie na parę chwil. Pietruszka był na treningu (gra w piłkę!), Piłka była na tańcach (nowoczesnych!), Pucek bawił się jakimiś klockami. Przez krótką, ulotną chwile w domu panowała cisza. Siedziałem (trwało to może kwadrans…), piłem kawę – i nagle poczułem, jak złazi ze mnie napięcie, które siedziało mi na karku od czwartku, od tych badań. Poczułem – dosłownie. Ręce mi drżały. Zdałem sobie sprawę, że przez cztery dni miałem cały czas napięte mięśnie.

Potrzebowałem tego. Potrzebowałem jakiejś Dobrej Wiadomości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s