Drogowo (?)

Jeszcze tydzień temu wymienialiśmy jakieś maile. Ja potrzebowałem jakichś informacji na temat czegoś, co będzie się działo w jego okolicy, on mi napisał co i jak, obiecał że odezwie się do kogoś, kto wie więcej.

Słowa dotrzymał – ten „ktoś kto wie więcej” przysłał mi w sobotę późnym wieczorem maila ze wszystkimi informacjami, których potrzebowałem. Chciałem nawet napisać do X. z podziękowaniem, że moją sprawę poważnie potraktował, że przekazał, że dostałem wszystkie potrzebne dane…

Ale w sobotę wieczorem X. już nie żył. Zginął w piątek po południu, w wypadku samochodowym (nie ze swojej winy zresztą). A w mojej skrzynce mailowej nadal leżą sobie maile od niego. Zawsze uprzejme, zawsze pełne poczucia humoru i żartów.

***

A ja w sobotni wieczór, po spotkaniu, jechałem odebrać Potwory Starsze od kolegi. Była siódma, jeszcze zimowego czasu, ciemno. Nie wiem, dlaczego zamiast skrótem pojechałem dłuższą drogą, koło targu (o tej porze rzecz prosta pustego). Dojeżdżałem właśnie do ulicy, w którą miałem skręcić – więc zwolniłem (chwała Bogu). Właśnie wjeżdżałem na przejście dla pieszych, kiedy przed maską pojawił mi się Pan Rowerzysta.

Pan Rowerzysta miał (na oko) 70 lat i był (na oko) lekko wstawiony. A poza tym ubrany był w standardowy strój Pana Rowerzysty w tym wieku, czyli zgodnie z zasadą „każdy kolor jest piękny, pod warunkiem że jest czarny albo ciemnoszary”. I najwyraźniej wychodził z założenia, że oświetlenie roweru to zbędny wydatek, a światełka odblaskowe są dla dzieci. Co oznacza, że w ciemności zobaczyłem go w momencie, kiedy był jakieś dwa metry przede mną.

Pan Rowerzysta miał szczęście, że trafił na kierowcę obdarzonego naprawdę przyzwoitym refleksem. No i – co warto dodać – że przejeżdżał przez przejście dla pieszych tuż przed skrzyżowaniem. Bo gdybym miał trochę gorszy refleks, to bym go stuknął. A gdybym w tym momencie nie stawał właśnie przed skrzyżowaniem, tylko jechał normalne 50 km/h, to przy najlepszym refleksie na świecie i tak bym go rąbnął.

Zatrzymałem się (znowu – na oko) jakieś pięć centymetrów od niego. Gdybym nie miał zapiętych pasów, to pewnie straciłbym połowę zębów od walnięcia w kierownicę. Ale nawet go nie dotknąłem.

A Pan Rowerzysta przejechał jeszcze dwa metry (czyli wjechał już na chodnik) i… przewrócił się. Trudno mi ocenić, na ile był to efekt przestrachu (ja bym się w tej sytuacji przestraszył…), a na ile promili (niewielkich, ale jednak).

Wyskoczyłem z samochodu z adrenaliną cieknącą uszami (i lekkim bólem lewego barku od pasa bezpieczeństwa). Podniosłem Pana Rowerzystę i jego rower, sprawdziłem czy nic mu się nie stało (nic). Pan Rowerzysta, lekko przestraszony (choć na pewno nie tak jak ja…) potwierdził, że jest cały i że go nie dotknąłem. To akurat wiedziałem, ale NATYCHMIAST pojawiła się jakaś ciota rewolucji wrzeszcząc, że „przejechałem człowieka na przejściu dla pieszych”; na szczęście sytuacja była ewidentna, Pan Rowerzysta przewrócił się już za przejściem, a fakt że nie został nawet muśnięty potwierdzili także inni świadkowie zdarzenia. Ciota rewolucji burczała coś wprawdzie o wzywaniu policji, ale ludzie popukali się w głowy.

Jak już ochłonąłem, powiedziałem Panu Rowerzyście, żeby chociaż durny odblask sobie do szprych przyczepił – ale jakoś nie mam nadziei, że to coś da.

…A gdybym go stuknął? Choćby lekko? To oczywiście byłaby moja wina. Zwłaszcza, że na przejściu dla pieszych (i oczywiście nikt nie przejąłby się faktem, że zgodnie z kodeksem drogowym Pan Rowerzysta na przejściu nie miał prawa jechać na rowerze).

Ufff, jego anioł stróż świetnie się spisał. Mój zresztą też…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s