Mruczanka z Chopinem

Tak, jak obiecałem – choć z lekkim opóźnieniem, relacja z Rodzinnej Wyprawy Do Kina…

Bilety do kina dostaliśmy w prezencie (i dobrze wiemy, że Mattkapolka maczała w tym palce…). Jak dają, trzeba brać, nieprawdaż?

Film, o którym Mattkapolka też pisała. „Latająca maszyna”.

Na początek: nie mamy chyba aż tak jednoznacznie pozytywnych wrażeń, jak Mattka, ale…

Film dzieli się w zasadzie na dwie części. I to druga część – ta „z aktorami” – nieco mniej przypadła nam do gustu. Heather Graham w ogóle nie jest moją ulubioną aktorką (…), a tu – jak stwierdziłem z przykrością – jej aktorstwo subtelnością środków wyrazu przypominało niestety bloczek betonu. Sama historia (wiecznie zajęta matka – businesswoman, nie mająca czasu dla swoich dzieci, nie słuchająca ich i nie widząca ich potrzeb, a potem przechodząca „cudowną przemianę” pod wpływem muzyki Chopina i magicznej podróży…) to schemat na schemacie, wizja znana ze stu tysięcy filmów familijnych. Wplecione w to wszystko opowieści o życiu Chopina sprawiają wrażenie „przyszytych na siłę” i natrętnie dydaktycznych. W dodatku cała ta druga część jest po prostu nieco za długa – jedyne co ją ratuje, to muzyka. Chopin. I Lang Lang przy fortepianie…

Ale to wszystko pikuś (Pan Pikuś!), bo pierwsze pół godziny „Latającej maszyny” to rzecz naprawdę niezwykła.

Animowany film – zresztą twórców oscarowego „Piotrusia i wilka” – opowiadający historię dziewczynki, która na latającym fortepianie wyrusza na poszukiwania swojego ojca. Nie będę Wam opowiadał całej fabuły – naprawdę warto zobaczyć to na własne oczy, więc nie chcę Wam psuć przyjemności.

Powiem tylko tyle:

Przez te pół godziny filmu nie pada ani jedno słowo. Całą historię opowiada obraz (wizja plastyczna jest tak poruszająca, tak prawdziwa i baśniowa zarazem, że można się w niej kompletnie zagubić…) – i muzyka. Muzyka Chopina grana przez Lang Langa.

Tu uwaga: gdybyście chcieli zobaczyć, poczuć nastrój – nie szukajcie na YouTube. Mimo dłuższych poszukiwań znalazłem tam tylko oficjalne trailery – fragmenty tej pięknej animacji z podkładem w postaci piosenki, która w oryginale towarzyszy tylko końcowym napisom.

A całe piękno, cała porywająca wizja tego filmu to właśnie zestawienie tej niezwykłej, magicznej opowieści z muzyką Chopina. Żadnych głosów, żadnej perkusji, żadnych bitów i elektryki – po prostu fortepian w wersji unplugged.

I uwierzcie mi – nic więcej nie trzeba. Siedzieliśmy wszyscy jak zaczarowani – nawet trzyipółletni Pucek (komicznie wyglądający w wielkich okularach 3D) gapił się w ekran z otwartą paszczą i słuchał tak, że aż mu uszy wachlowały.

Latający fortepian i muzyka Chopina w genialnym wykonaniu – czego chcieć więcej?…

Mimo zastrzeżeń co do drugiej części – zdecydowanie kategoria „Puchatek poleca”. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s