Mruczanka po Nerwowym Dniu

Tak, po prostu bywają takie dni. Jak się nic nie dzieje – to nic, a jak się dzieje – to wszystko na raz. Wiadomo.

Wczoraj był właśnie dzień z tej drugiej kategorii.

A zaczął się tak spokojnie… Piłka na wakacjach, M. w domu z chłopakami coś tam robi, Puchatek pracuje (rzecz prosta).

Dzwonek do furtki. Pan z gazowni. Że na chwilę gaz wyłączali (remontują gazociąg…), więc żeby sprawdzić, czy już leci. Leci, leci – kuchenka po odpaleniu działa.

Ale kilka minut później okazuje się, że piec nie działa. Ni du du. Na piecu (w piwnicy) pali się pomarańczowa lampka która zgodnie z instrukcją oznacza „awarię palnika”.

Co robić? Instrukcja mówi: zresetować. Po szóstej próbie zresetowania Puchatek sobie odpuścił i zadzownił po fachowca. Musiał się długo napraszać, żeby fachowiec przyjechał OD RAZU, a nie „w środę” (trzy dni latem z dwójką Potworów bez ciepłej wody – marzenie każdego rodzica, prawda?). Stanęło na wersji „za godzinę”.

Tymczasem już za pół godziny okazało się, że siódma próba zresetowania pieca pomogła i piec normalnie odpalił. Zadzwonił więc Puchatek do fachowca, przesunął jednak na środę (żeby mimo wszystko zajrzał). I dobrze zrobił, bo właśnie kiedy rozmawiał z góry rozległo się głośne „ŁUP”, a potem niemniej głośny ryk Pucka, który właśnie bawił się był z dwójka koleżeństwa w podobnym wieku (dzieci znajomych wpadły z wizytą).

Samym rykiem Puchatek się aż tak nie przejął (wiadomo, dziecię czasem się w coś walnie, a zgodnie z filozofią ś.p. puchatkowego dziadka „…jak krzyczy, znaczy że żyje”). Ale w chwilę później przez wrzask Pucka przebił się głos M., wołający Puchatka, żeby SZYBKO TU PRZYSZEDŁ.

Puchatkowa żona do przesadnych panikarek nie należy, ale tym razem głos sugerował że COŚ SIĘ STAŁO.

Ano stało – Pucek raczył był wleźć na górę piętrowego łóżka (gdzie sypia jego starszy brat) i się z tej góry zwalić. I po drodze przywalić łepetyną w jakiś kancik.

Rozcięcie nie było może szczególnie imponujące (oj tam, jakieś trzy centymetry – cóż to jest w porównaniu z tym, co potrafiła Piłeczka…) – natomiast ilość lejącej się krwi jednak poniekąd imponowała.

Szpital. Izba przyjęć. Oględziny, wywiad… Szycie? A nie, szycie nie – bo „u nas nie ma chirurga dziecięcego, trzeba jechać do Warszawy”. Bo chirurgom ze Szpitalnego Oddziały Ratukowego (poza sytuacjami zagrożenia życia bodajże) nie wolno takich rzeczy robić. W tłumaczeniu na polski znaczy to zapewne, że nie mają podpisanego stosownego kontraktu z NFZ i nikt szpitalowi za taką procedurę nie zapłaci.

Co robić? Chirurg na SOR zalożył tylko prowizoryczny opatrunek. Ale jak to – z krwawiącym trzylatkiem z rozciętą głową do Warszawy? Samochodem, pociągiem? – Ależ nie – oburzył się pan doktor. – Oczywiście że nie. Zawieziemy państwa KARETKĄ.

I M. z Puckiem pojechali do Warszawy KARETKĄ, a Puchatek za nimi, samochodem, żeby było jak wrócić.

Cała proceudra w szpitalu na Działdowskiej – papierologia, ocena, dezynfekcja, trzy szwy, opatrunek, wypis – zajęła łącznie jakieś 20 minut plus kwadrans czekania w kolejce. I tylko po to wysłano KARETKĘ z kierowcą i ratownikiem medycznym, która do warszawy jechała ponad godzinę (korki, godziny szczytu), a potem przecież musiała jeszcze wrócić.

Czy ktoś mi wmówi, że w mieście G (30 tysięcy mieszkańców, cały powiat – bodaj ponad 50 tysięcy) takie przypadki zdarzają się na tyle rzadko, że bardziej opłaca się za każdym razem wysyłać KARETKĘ, niż zatrudnić na miejscu chirurgów dziecięcych? Co to za idiotyzm, słowo daję?

Nie chiałbym być źle zrozumiany: zdaję sobie sprawę, ża takie drobiazgi jak ryczące, zakrwawione dziecko wiezione do Warszawy w godzinach szczytu (przy obecnych korkach ponad godzinę w jedną stronę) nikogo nie wzruszy ani w NFZ, ani w dyrekcji szpitala. Rozumiem także, że fakt iż rodzice „przy okazji” tracą pół dnia także nie jest argumentem dla nikogo. Ale czy PIENIĄDZE też nie są?

Bo podobno pieniędzy nie ma na służbę zdrowia… A są na to, żeby bez sensu wozić karetką na zabieg, który przecież bez kłopotu wykonałby każdy chirurg…

O tym, że skancerowany Pucek rzecz prosta nie dał się położyć w karetce na leżance, tylko jechał u mamy na kolanach, bo w karetce rzecz prosta NIE BYŁO fotelika dla dziecka – to już nawet szkoda gadać. Kto by się tam bezpieczeństwem przejmował, jak trzeba się spieszyć?… A policja przecież karetki do kontroli nie zatrzyma.

***

Tak czy owak – Pucek wrócił do domu z pocerowaną czaszką i opatrunkiem. Bardzo był dzielny, tylko w czasie szycia trochę się spłakał.

***

A jak już wszyscy byli w domu, a Pucek zmeczony przeżyciami spał, to Pietruszka wylał sobie na nogę garnek z wrzątkiem. Na szczęście wrzątek „już trochę wystygł” (gotował się dziesięć minut wcześniej), a błyskawiczna Akcja Zdzierania Spodni i Skarpetek sprawiła, że tym razem wizyta w szpitalu nie była konieczna – wystarczyła zimna woda. A mówił tata, że się w kuchni piłki nie podrzuca? A mówił.

*** 

A wieczorem (tak już na deser) Puchatek dowiedzał się, że jego znajoma (czy raczej – znajoma puchatkowego ojca, ale bardzo przez Puchatka lubiana) mieszkająca w Paryżu, złamała sobie staw biodrowy. Pani ma 91 lat i nie wygląda to dobrze.

No i? Co dalej?

*** 

Dalej było dziś, kiedy Puchatek miał odwozić M. z chłopakami tam, gdzie już jest Piłeczka – i na godzinę przed wyjazdem Opelek odmówił posłuszeństwa. Pan mechanik przez telefon po opisie westchnął, że chyba rozrząd poszedł (a konto bankowe Puchatków zawyło z przerażenia). Na szczęście okazało się, że nie – jakieś głupstwo, którego usunięcie zajęło minutę. Kabelek czy co – już mi się nawet, powiem szczerze, pytać o szczegóły nie chciało. Grunt, że Opelek zadziałał i działa znakomicie.

No i zawiózł Puchatek resztę rodziny na wakacje, a sam wrócił w celach pracowniczych. I jest Puchatek Słomianym Wdowcem Bezdzietnym.

Pozostaje mieć nadzieje, że kolejny Tego Typu Dzień nastąpi nie wcześniej, niż za pół roku.

Ot, co.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s