Mruczanka Pokomunijna

Krótko. Komunia się odbyła. Było… Jak by to najlepiej ująć? Spokojnie było. Dzieci były dobrze przygotowane (chwała księdzu wikariuszowi i siostrze która je przygotowywała!). Stroje były jednakowe (choć… ale o tym niżej). Pieśni były dobrze dobrane. Wszystko odbyło się jak trzeba. Nawet ilość Upiorych Wierszyków była ograniczona do minimum (o zjawisku Upiornych Wierszyków pisałem TUTAJ).

A po komunii pojechaliśmy do domu, byli goście w liczbie rozsądnej i różne dobre rzeczy (w ilości nierozsądnej, dzięki czemu jeszcze przez kolejne trzy dni nie musimy obiadów gotować, a ciasta mamy tyle że jakby przyszedł batalion głodnych żołnierzy, to by się nieźle zasłodził).

***

Jeszcze miało być o strojach…

Od początku (od września ubiegłego roku) było wiadomo, że dzieci idą do komunii w jednakowych strojach (i chwała Bogu). Chłopcy w ministranckich komżach, dziewczynki w takich dłuższych albach. Jeśli ktoś koniecznie chciał swoje dziecko jakoś wyróżnić, mógł dać dziewczynce białe rękawiczki (połowa miała) albo wianek czy stroik (większość). No i dobrze – przynajmniej rewii mody nie było.

Są jednak rodzice, którzy po prostu muszą (inaczej się uduszą). Tak więc jedna z małych komunistek na tej standardowej białej albie miała przepięknościowe bolerko z jakiejś błyszczącej, białej włóczki (nie wiem – wielbłądzia wełna? Kaszmir? Bo zwykła wełna to na pewno nie była…). Ale że to wszystko i tak białe, to – siłą rzeczy – nie rzucało się w oczy. No i to wyraźnie był problem, bo przecież właśnie o to chodzi, żeby się rzucało w oczy, prawda?

Co zatem mogą zrobić nieszczęśni rodzice, skoro stroje jednakowe? Jak podkreślić wyjątkowość i szczególność dziecięcia swego, skoro dodatki sprawy nie załatwią?

To proste – można na przykład podjechać pod kościół bryczką. Nie, nie żartuję. Elegancka bryczka zaprzężona w dwa białe araby, ze stangretem w cylindrze i latarenkami zajechała pod kościół, po czym wysiadła z niej mała komunistka i jej rodzice. A po mszy ta sama bryczka podjechała znwou i całą rodzinę zabrała. Nie wiem gdzie, ale przpuszczam że do wynajętej sali.

Tak więc jeśli zapytacie mnie co jest najtrudniejsze w czasie Pierwszej Komunii dziecka – odpowiem: Nie parsknąć śmiechem na widok dziewięciolatki w białej albie wysiadającej z bryczki, którą spokojnie mogłaby jechać do ślubu, gdyby akurat była księżną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s