Mruczanka Śródzimowa

No i znowu to samo. Nienawidzę serdecznie tego okresu w roku. Pracy od metra, czasu na nic nie ma, na dworze zimno, wszystko zawalone śniegiem…

Ja jestem stosunkowo odporny na pracę – mogę siedzieć naprawdę długo, pisać, działać… Ale jest jeden warunek: że mam jakąś odskocznię. Coś, co robię „poza tym”.

Mogę tłuc cały dzień jakieś głupie (mniej lub bardziej) tłumaczenie, jeśli wiem że wieczorem siądę sobie przy filiżance dobrej herbaty, obejrzę dobry film, posłucham muzyki, pogadam z Piękną Kobietą 🙂

Tyle, że jak po trzeciej robi się już ciemno, to do wieczora jestem zupełnie wykończony samym wysiłkiem wkładanym w to, żeby nie zasypiać nad klawiaturą. A jak przychodzi wieczór, to trzeba jeszcze zrobić sto rzeczy umożliwiających bezbolesny strat w kolejny dzień, trzeba położyć Potwory (i sprawdzić, czy na pewno zapakowały wszystko to, co powinny mieć jutro w szkole), trzeba „ogarnąć” rzeczywistość kuchenną, trzeba co nieco odśnieżyć, trzeba…

…I już robi się jedenasta. Wieczorem. I na herbatę jest już za późno (bo herbatę to trzeba wypić na spokojnie, a przedtem ją na spokojnie zaparzyć…), na oglądanie filmów za późno (no bo niby można posiedzieć do pierwszej w nocy, ale potem ciężko wstać rano…), na słuchanie muzyki za późno, a Piękna Kobieta marzy tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku (i pójść spać, żeby nie było niedomówień…).

Najbardziej męczącą rzeczą nie jest nadmiar pracy – ale jej monotonia. Monotonia dnia codziennego. Brak czasu i sił na jakiekolwiek działania twórcze, na poezję, na dobrą książkę, na muzykę.

Chodzi mi po głowie tyle pomysłów… Muzycznych, literackich, artystycznych (jakby to patetycznie nie brzmiało ;-). I, Kocia Twarz, kompletnie nie mam kiedy się za nie zabrać.

Tak, wiem, to swego rodzaju „czas przejściowy”. Taki kairos. Za kilka lat będzie już inaczej, dzieci starsze, wiele uwarunkowań ma szanse się zmienić. Ale na razie jest tak, jak jest – i trochę mnie to męczy.

No dobra, pomarudziłem sobie. Dobrze, że przynajmniej niedługo Święta.

***

List się „upublicznił”. List, który o. Ludwik Wiśniewski, dominikanin, znakomity duszpasterz i legenda „Solidarności”, wysłał (podobno już we wrześniu) do nuncjusza apostolskiego w Polsce.

Przeczytałem – i po prostu mnie zatkało. Ci, którzy mnie znają – wiedzą że nie jestem człowiekiem który się byle czym wzrusza – ale czytając te słowa miałem łzy w oczach.

Bo jest dokładnie tak, jak pisze o. Wiśniewski. Już dawno nie czytałem analizy życia polskiego Kościoła, która tak bardzo by mnie poruszyła… A porusza mnie dlatego, że widzę to wszystko dokładnie tak samo. Że byłbym w stanie podpisać się pod każdym słowem.

Przeczytajcie ten list. Warto. Ciekaw jestem, czy coś z niego wyniknie – czy tylko, jak zwykle, skończy się na krótkim szumie medialnym, a o. Wiśniewski dołączy do szacownego grona ludzi Kościoła przez środowiska Radia M. i innych Frond nazywanych „zdrajcami” i „liberałami”.

Pełen tekst – TUTAJ.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s