Mruczanka Szkocka – Dzień Szósty i Siódmy

Tak, dzień szósty i siódmy razem.

Dzień szósty (czyli 1. sierpnia) upłynął mi pod znakiem starego, dobrego autostopu. Rano zwinąłem namiocik i dotarłem z kempingu z powrotem do Oban (z miłą pomocą dwójki przesympatycznych Hiszpanów, którzy podrzucili mnie samochodem, dzięki czemu nie musiałem dreptać z tobołem całych siedmiu kilometrów…).

W Oban zwiedziłem pewien uroczy sklepik prezentowy, gdzie nabyłem drogą kupna jakieś drobiazgi dla reszty Puchatkowa, a potem – jako że to była niedziela – poszedłem na mszę do miejscowej katedry.

A po mszy – wyszedłem na drogę i… Kciuk do góry.

Plan był taki, żeby tego dnia dojechać do Stirling. W Stirling miałem przenocować, a rankiem dotrzeć do Edynburga, żeby ten ostatni dzień połazić po szkockiej stolicy.

Plan udało mi się zrealizować tylko częściowo: rzeczywiście popołudniem dotarłem do Stirling. Niestety, urocze miasto przywitało mnie w mało uroczy sposób, czyli rzęsistym deszczem. Na kemping było daleko, autobus już nie jeździł (niedziela…), trzeba by było zasuwać piechotą ładne parę mil. W deszczu.

Szczerze mówiąc – nie chciało mi się. A że Stirling znałem dosyć dobrze, postanowiłem że od razu pojadę do Edynburga i znajdę schronisko (kemping w Edynburgu jest baaardzo daleko od centrum, w zupełnych burakach, a ja we wtorek musiałem być na lotnisku o szóstej rano).

„Jak pomyślał, tak zrobił”. Pociąg podmiejski ze Stirling do Edynburga jedzie trzy kwadranse. Wysiadłem na dworcu Waverley, podreptałem pod górę na Royal Mile i w ciągu kwadransa byłem już zameldowany na dwie noce w schronisku. Umyłem się, zjadłem coś i… jeszcze wieczorem „ruszyłem w miasto”.

***

Miasto..

Edynburg to półmilionowe miasto, zdaniem wielu – jedno z najpiękniejszych na całych Wyspach Brytyjskich. Londyn? Londyn jest cudowny, ale to ogromna, kosmopolityczna metropolia. A Edynburg jest taki… bardzo szkocki, ale też bardzo brytyjski właśnie.

W dodatku właśnie zaczynał się Fringe, czyli Festiwal Edynburski. A Fringe to nie tylko znakomite spektakle teatralne, koncerty, wystawy i inne duże wydarzenia artystyczne. Fringe to także teatry uliczne, najróżniejsi magicy i akrobaci na każdym rogu ulicy, połykacze ognia, żonglerzy, ludzie-orkiestry, mimowie, lalkarze klauni… Nie dało się przejść pięćdziesięciu metrów, żeby nie mieć okazji do obejrzenia kolejnego ulicznego przedstawienia, pokazu, koncertu.

Atmosfera fantastyczna – choć muszę przyznać, że po tygodniu spędzonym na Wyspach Zachodnich ta nieprawdopodobna ilość ludzi i wydarzeń sprawiła, że po dwóch godzinach głowa mi pękała.

Więc dałem głowie odpocząć – wróciłem do schroniska i poszedłem spać.

***

W poniedziałek wstałem rano, coś zjadłem, przy śniadaniu pogadałem z sympatycznym Brazylijczykiem (zapytał skąd jestem, odpowiedziałem, na co on odparł że „tak mu się właśnie wydawało, bo wyglądam na kogoś ze wschodu”; odpaliłem, że jakby pomieszkał tydzień w małym namiocie na Western Islands to też by wyglądał na kogoś ze schodu. I obaj się obśmialiśmy).

A potem znowu ruszyłem w miasto… I chodziłem po tym mieście do dziesiątej wieczorem. Tak, chodziłem – w Edynburgu naprawdę wszystko co warte zwiedzania można zobaczyć „na piechotę”.

Zamek, Hollyrood, cała Royal Mile (pewnie z pięć razy w tę i z powrotem), katedra, National Gallery of Scotland, parę innych muzeów, park, szkocki parlament, Princess Street i okolice…

Nie będę Wam tego wszystkiego opisywał, bo możecie to znaleźć w dowolnym przewodniku. Powiem tylko, że jak o dziesiątej wieczorem dotarłem z powrotem do schroniska, to nogi mi już właziły tam, gdzie pan może pana majstra… i tak dalej.

A następnego dnia – czyli we wtorek – wstałem o czwartej rano, przed szóstą byłem na lotnisku, o ósmej oderwałem się od pasa startowego (to znaczy nie sam, tylko z całym samolotem Bardzo Tanich Linii) i… po dwóch godzinach z haczykiem lądowałem w Krakowie.

***

I tyle. I wiecie co? Kocia Twarz – już tęsknię za Szkocją…

Ale następny raz (nie wiem kiedy, nie mam pojęcia, ale – nigdy nic nie wiadomo…) to już musi być z M. Bo samotne wędrowanie ma swoje uroki, ale wędrowanie z Nią ma tego uroku zdecydowanie więcej.

http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=9k2VhjvPMYg&login=w912&width=450&bg=ffffff

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s