Mruczanka Przedwyjazdowa (wreszcie)

Sprawy pozamykane, robota zamknieta (przynajmniej na razie). Jutro już tylko jakieś przygotowania – i pojutrze rano (bardzo rano…) ruszamy.

Jestem bardzo zmęczony. Trzy miesiące choroby mojej Mamy sprawiły, że po Jej pogrzebie ocknąłem się z zaległościami rzędu półtora miesiąca. A później – od 10 maja – nadrobiłem tyle, że na koniec czerwca miałem już tylko dwa tygodnie opóźnienia.

Ale nic za darmo. Jestem strrrasznie zmęczony.

Zresztą zmęczenie pracą to nie wszystko. Wyłażą ze mnie te trzy miesiące. Wszystkie nerwy, jeżdżenie, rozmowy z lekarzami, kolejne złe wiadomości, dom opieki w Józefowie… Wyłazi to wszystko i sprawia, że praca idzie mi dwa razy wolniej niż zwykle, że byle co wyprowadza mnie z równowagi, że zaczynam tysiąc rzeczy i żadnej nie kończę…

Dosyć. Jedziemy w góry. Oczywiście, z trójką Potworów trudno mówić o „chodzeniu po górach” – ale choćby trochę dolinkowych spacerów, choćby sam widok Tatr…

Kiedyś bywalem w Tatrach przynajmniej dwa-trzy razy w roku. Jak jechałem, to miałem wrażenie że wracam do domu. Jak wsiadałem w Zakopanym do pociagu, żeby wrócić do Warszawy – w której w końcu mieszkałem od urodzenia… – miałem poczucie, że wyjeżdżam.

Pooddycham tatrzańskim powietrzem, popatrzę, pochłonę. Zaszczepię Potworom genetycznie uwarunkowanego bakcyla (może…).

Może się nawet stamtąd odezwę. Zobaczymy.

A tymczasem – trzymajcie sie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s