Time goes by and life goes on…

…jak śpiewał nieodżałowany Johnny Cash.

Pogrzeb był w poprzednią sobotę. Było spokojnie i normalnie – jeśli nie liczyć faktu, że ksiądz z kościelnym (…i jadący za nimi karawan, i siłą rzeczy połowa żałobników…) pojechali początkowo na inny cmentarz. Nieporozumienie. Na szczęście oba cmentarze w G. („Stary” i „Nowy”) leżą przy tej samej ulicy, w odległości około dwóch kilometrów, więc efekty nieporozumienia szybko się dało naprawić.

– A swoją drogą – powiedział później T. – …to całe to zamieszanie było bardzo w jej stylu. Jestem pewien, że jej by się to spodobało…

***

Dziś jest osiemnasty maja. Równo dwa tygodnie temu wiedzieliśmy już, że „jest źle” – ale nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że aż tak. Dwa tygodnie temu o tej porze czekałem na jakieś informacje od lekarza. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że za tydzień będzie już po pogrzebie… Pewnie bym nie uwierzył.

A dziś, w dwa tygodnie później? Emocje opadły – w czym, nie da się ukryć, bardzo pomogła konieczność „załatwiania” wszystkich spraw związanych z pogrzebem i całą towarzyszącą temu wydarzeniu „papierologią”. Jeden urząd, drugi urząd, ZUS, śmus, parafia, cmentarz… Nie ma czasu na myślenie. I to jest plus, wbrew pozorom.

*** 

Myślenie przychodzi potem – ale wtedy emocje już nieco opadają. Potem przypomiają się różne sceny z przeszłości (bliższej i dalszej), różne wątpliwości, różne żale. Oczywiście są też myśli z gatunku „…a może mogłem zrobić coś więcej?”, albo „…dlaczego nie wsiadłem w samochód i nie pojechałem, kiedy usłyszałem, że jest źle?”.

Nie, nie będę do końca życia walczył z wyrzutami sumienia na kozetce u psychoanalityka. Realnie wiem, że nic więcej zrobić się nie dało.

Tyle, że na zawsze zapamiętam tamten czwartek, trzydziesty kwietnia. Dzień, kiedy przywieźliśmy ją do Józefowa. I kiedy tam została. I jej wzrok, nie do końca świadomy sytuacji, kiedy żegnałem się z nią, żeby jechać z powrotem. Nie miałem pojęcia, że widzę ją po raz ostatni (no, w każdym razie tutaj).

***

A teraz? Dzieciaki biegają, pracy dużo, ktoś coś opowiada, ktoś się z czegoś śmieje. Życie toczy się dalej. Toczy się płynnie, spokojnie, własnym rytmem. A ja się w nim zanurzam, płynę z tym prądem. Śmieję się, kiedy patrzę na wygłupy dzieciaków, opowiadam M. jakieś stare kawały.

„Making plans, shaking hands
try to prove that I’m a man
It’s hard to do but I must try
’cause life goes on and time goes by”.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s