I dalej

Mama wróciła ze szpitala w piątek. Wróciła do domu, bo T. stwierdził, że chce przynajmniej spróbować. Że może w domu będzie lepiej, może wróci jej świadomość przynajmniej na tyle, że będzie w stanie jakoś w miarę funkcjonować w tych czterech ścianach.
 
No i wygląda na to, że – cytując klasyków – lepiej już było. T. chyba nie zdawał sobie sprawy, co to znaczy „zespół psychoorganiczny otępienny w stopniu głębokim”. Choroba Alzheimera też niewiele mu w gruncie rzeczy mówiła.
 
Mnie niby mówiło to wszystko więcej – mam w końcu jakąś wiedzę teoretyczną. Ale teoria sobie, a praktyka…
 
Mama usiłuje palić – więc na przykład wsadza do ust gumkę do ścierania i usiłuje „zapalić ją” ołówkiem. Albo łapie prawdziwą zapalniczkę i – trzymając papierosa w ustach – próbuje zapalić nią gazetę leżącą na stole. Albo zapalonego papierosa zostawia na łóżku i idzie po drugiego. Albo szuka czegoś w lodówce – czyli wyrzuca wszystko z kolejnych półek na podłogę i wyraźnie złości się, że nie może znaleźć (piwa zapewne).
 
T. poszedł do łazienki – a kiedy wrócił po pięciu minutach, zastał ją nad kuchenką. Wszystkie cztery kurki gazowe były odkręcone. T. profilaktycznie zakręcił wcześniej gaz (intuicja…), ale mało kolejnego zawału nie dostał na ten widok. Bo przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego.
 
Oszczędzę Wam innych szczegółów, bo i po co Wam one.
 
Mijają trzy dni.  Ja już wiem, a myślę że T. także zdaje sobie sprawę, że raczej już nie będzie lepiej. A w każdym razie nie na tyle, aby ona mogła być na dłuższą metę bezpieczna w domu.
 
Teraz więc trzeba znaleźć miejsce, w którym zajmą się nią fachowo i dobrze, nie pozwolą zrobić sobie (…i innym) krzywdy. I jeszcze żeby to miejsce było w okolicach Warszawy, a nie pod Białymstokiem. I jeszcze żeby kosztowało tyle, żeby było realne. I jeszcze żeby były w nim miejsca.
 
I jeszcze nas czeka droga sądowa – kwestia ubezwłasnowolnienia. Brzmi strasznie – ale nie ma innego wyjścia. Bo bez zgody pacjenta lekarz nie ma prawa wykonać żadnego zabiegu (poza bezpośrednio ratującym życie) – a ona zgody nie wyrazi, bo nie zrozumie. Bo załatwienie jakiejkolwiek sprawy urzędowej jest obecnie niemożliwe – bo ona się nawet nie podpisze. Nie wspominając już o założeniu konta w banku (od 2010 r. ZUS przestaje się rozliczać gotówkowo – emerytura tylko na konto. Ha, ha).
 
Tak właśnie zapowiada się najbliższe parę tygdoni.
 
A ja mam roboty od jasnej cholery, książka którą robię już jest opóźniona (choć jeszcze nie dramatycznie). I nie mam kiedy pracować.
 
*** 
 
Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s