Mruczanka Postweselna

Tak, jak Puchatek wcześniej obiecał, Kilka Refleksji Po Pewnym Weselu. Z lekkim opóźnieniem, bo ślub odbył się na początku sierpnia – ale potem Puchatki były nad morzem, a potem – z Przyczyn Wyżej Wymienionych – nie bardzo miał Puchatek siłę pisać.

A zatem, gwoli krótkiego wprowadzenia: żenił się kuzyn M., w Małym Miasteczku Na Drugim Końcu Polski. Ojciec tegoż kuzyna jest lokalnym rekinem biznesu – co Puchatek mówi bez cienia złośliwości. W dolnośląskim miasteczku dotkniętym bezrobociem (jedyny duży, państwowy zakład, w którym pracowała spora część mieszkańców, tylko o kilka lat przeżył PRL) pan ten – nazwijmy go Wujkiem J. – prowadzi dużą firmę transportową. Jest najbogatszym człowiekiem w miasteczku i jednym z bogatszych w okolicy. Wielu go nie lubi (niektórzy ze zwykłej, ludzkiej zawiści, inni niewątpliwie mają swoje racje…), niewątpliwie jednak w realiach lokalnych jest „kimś” (w każdym razie o ile bycie „kimś” wyznacza majątek i dynamika działania).

No i taki „ktoś” żenił swojego syna. Starszego syna. Pierworodnego.

No to sami rozumiecie, że ślub i wesele MUSIAŁY być z fontanną i wodotryskiem. I były, nie da się ukryć.

Państwo młodzi pod kościół zajechali bryczką. Za same kwiaty ustawione w kościele i przed nim można by zapewne przeżyć kilka miesięcy na przyzwoitym poziomie. 😉

A wesele… Jakby to powiedzieć…

Powiem tak: pierwszy raz w życiu miałem okazję być na weselu na dwieście osób. Impreza zorganizowana była w okolicznym „dworku”. Jedzenia, picia i atrakcji było tyle, że starczyłoby chyba na drugie tyle. A następnegop dnia były poprawiny – nie „dojadanie resztek”, jak to zwykle bya, ale w gruncie rzeczy druga uczta, trwająca od południa do wieczora. Jak u hobbitów 😉

No i uczucia ambiwalentne Puchatek musi opisać. Jak zwykle.

Najpierw negatywy. Puchatek po prostu NIE LUBI takich imprez. Tłumu ludzi, z których 90 proc. pozostaje Puchatkowi osobiście nieznanych. Konieczności uśmiechania się i całowania w oba policzki z całym zastępem Krewnych-I-Znajomych-Królika („…a to jest ciocia kuzyna siostry wujka Kleofasa…”). Puchatek nie lubi całonocnych imprez i jest szczęśliwy, że ma dwa Potwory, które są doskonałym powodem, aby około 23:00 imprezę opuścić („…chętnie byśmy jeszcze zostali, ale dzieci…”).

Puchatek NIE ZNOSI zbyt głośnej muzyki, a na weselach ZAWSZE jest zbyt głośna muzyka. Nie wiedzieć czemu wszelkiej maści zespołom weselnym (patrz niżej) wydaje się, że aby goście dobrze się bawili, wzmacniacz MUSI być przesterowany, bas MUSI trząść szybami a kolumny MUSZĄ być ustawione tak, aby w czasie grania kolejnych „kawałków” w żadnym kącie sali nie dało się usłyszeć rozmówcy. Puchatek niestety ma uszy wrażliwe (chwilami nadwrażliwe) i po dwóch godzinach takiego łomotu po prostu wyżej wymienione uszy go bolą.

Zespoły weselne to oddzielny temat. I tu także ambiwalencja

Z jednej strony nie obyło się bez idiotycznych przyśpiewek o sprośnych podtekstach i psychicznego terroru obliczonego na zmuszenie młodej pary do publicznego całowania się w sposób wysocie niepubliczny (ale muszę młodym przyznać, że twardzi byli i nie do końca dali się zgwałcić).

(A przy okazji: cytat z Piłeczki, która nastęnego dnia podśpiewywała sobie zapamiętane z wesela „kawałki”. I jak przystao na dziecko z absytnenckiego domu, śpiewała:

„Nie bijemy w butki, nie bijemy w butki, pocałunek był z parówki…”.

No, skąd ona wzięła tę parówkę, to ja naprawdę nie wiem 😉

Z drugiej strony – przyśpiewki te (i generalnie „discopolowe” klimaty) stanowiły bardzo niewielki procent czasu grania zespołu, który poza tym śpiewał po prostu klasyczne przeboje (polskie i zgarniczne) i musi Puchatek przyznać, że robił to w miarę przyzwoicie (no, w każdym razie nie fałszował, zachowywał klimat oryginałów i miał generalnie nastrojone instrumenty). Ogólne wrażenie – na plus, naprawdę widywał („słyszywał”) Puchatek gorsze zespoły weselne.

A teraz – gwoli uczciwości – pozytywów kilka.

Wesele było naprawdę dobrze zorganizowane. Choć alkoholu było dużo, to jedzenia i zabawy było jeszcze więcej, dzięki czemu – choć goście rzecz prosta pili sporo – w zasadzie nikt nie był pijany. Wiele rzeczy zorganizowanych było naprawdę znakomicie i z klasą, zupełnie nie miało się wrażenia, że wszystko ma służyć tylko „pokazaniu pieniędzy” (co w takiej sytuacji byłoby całkiem możliwe). Odniósł Puchatek wrażenie, że w gruncie rzeczy wszyscy naprawdę dobrze się bawili – począwszy od sporej grupki dzieci w wieku Potworów, poprzez młódź nastoletnią, młódź nieco starszą, średniaków w wieku Puchatka (…), aż po najstarsze ciotki. A to naprawdę sztuka.

***

Jedną rzecz jednakowoż Puchatek odnotować MUSI (…inaczej się udusi…). Chodzi mianowicie o kreacje występujących na weselu pań (panowie mimo wszystko mniej mają możliwości „zaszalenia”…).

Na całym weselu naliczył Puchatek cztery, może pięć pań (nie licząc panny młodej) naprawdę dobrze ubranych. Nie, Puchatek nie jest fachowcem od kobiecych kreacji – przez „dobrze” rozumie po prostu „elegancko, z klasą i w sposób pasujący do urody”.

Znakomita większość pań (zwłaszcza młodych…) wyraźnie hołdowało zasadzie, że „…coś, co się nie błyszczy, nie mieni i nie ma srebrnych lub złotych dodatków, nie nadaje się na wesele”.

Dwa przykłady.

Tuż obok Puchatków siedziała taka para – na oko 25 lat. Dziewczyna – wysoka, efektowna blondynka – ubrana była tak, że na jej miejscu zamordowałbym z zimną krwią osobę, która taki strój doradziła. Zamordował, pokroił i zakopał głęboko. Sukienka typu „musi-być-błyszcąco-i-złoto”, udrapowana w frormę typu „beza z pianką”, dokładnie podkreślająca – proszę o wybaczenie – wszystkie niedostatki figury i urody (których nota bene było naprawdę niewiele, ale rzucały się w oczy drapieżnie).

Przykłąd drugi: dziewczyna (narzeczona?) młodszego brata pana młodego. Puchatek widział ją kilka razy w stroju codziennym i musi obiektywnie przyznać, że choć dziewczyna nie jest w puchatkowym typie, jest naprawdę ładna. Niestety – kreacja, w której wystąpiła na poprawinach (!) była KOSZMARNA, zdecydowania obliczona na „bogato” i „efektownie” bez najmniejszego zastanowienia się nad efektem końcowego zestawienia. I już nawet nie chodzi o to, że bez gustu, ale że cały możliwy efekt („ładna dziewczyna w efektownej kreacji”) bierze w łeb, bo kreacja jest nie tyle efektowna, ile „rzucająca się w oczy”, żeby nie powiedzieć wprost, że wulgarna…

***

No, to sobie Puchatek ponarzekał 😉

Następny „duży” rodzinny ślub najwcześniej za rok.

A na deser: pewien mały elf, który takoż się na tym weselu bawił. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s