Mruczanka Z Wiertłem

Puchatki były dzisiaj z Pietruszką u dentystki. Albowiem w pietruszkowej piątce pojawiła się była kropeczka, którą to kropeczkę czujne oko M. wypatrzyło natychmiast. Czujne oko M. nie dało sobie także wmówić (mimo usilnych prób ze strony Puchatka), iż rzeczona kropeczka to zapewne ziarenko maku z bułki, ze śniadania. Skoro po trzech dniach kropeczka nadal tam jest – zadecydowała M. – trzeba, żeby ją fachowiec zobaczył.

Ano, jak trzeba to trzeba. Zadzwonili zatem Puchatki do Polecanego Przez Znajomych Gabinetu Dentystycznego (w szyldzie duży napis: „Dzieci mile widziane”.). Umówili. Poszli.

Pierwsza wizyta – tydzień temu – była tylko kontrolna, żeby się Pietruszka nie zniechęcił. Pani dentystka ząbki obejrzała, pochwaliła, jaki dzielny pacjent, dała dzielnemu pacjentowi prezent z Dużego Pudła z Prezentami.

I powiedziała – niestety – że rzeczywiście, że jest kropeczka, że ona by jednak radziła ją „zrobić”, bo to niby nic, ale nigdy nie wiadomo, a teraz to ledwie kropeczka na szkliwie, muśnięcie „borówką”, maźnięcie odpowiednią żywicą – i po krzyku, a za rok czy dwa, to nie wiadomo…

Puchatki skonsultowali się z Pietruszki Chrzestną Mamą, skądinąd pediatrą. No bo niektórzy twierdzą, że mleczaków to lepiej w ogóle nie robić, i tak wypadną…

Ale Chrzestna Mama stwierdziła, że jej zdaniem lepiej zrobić. Argumenty podała te same, co pani dentystka. No to zapisały się Puchatki (a raczej zapisały Pietruszkę).

Wyprawa była całą rodziną. Puchatek wlazł był z Pietruszką do gabinetu, M. z Piłeczką czekały w poczekalni.

Pietruszka siadł na fotel – a raczej na kolana Puchatka siedzącego na fotelu. Pani dentystka WYJAŚNIŁA czteroletniemu pacjentowi, co mu będzie robić, rzeczowo i spokojnie, w słowach zrozumiałych dla dziecka. Potem psik-psik popsikała jakimś lekkim znieczulaczem i dalej borować! Całe borowanie trwało dokładnie osiem sekund (zegar wisiał na ścianie, Puchatek patrzył na niego cały czas…). Pietruszka przez moment spiął się, trochę nawet jąknął, łezki miał w oczach – ale się nie ruszył, tylko łapki na tatowych rękach zacisnął. A potem już żywica, a potem takim niebieskim światełkiem pani dentystka świeciła do pietruszkowej paszczy (bo żywicę się utwardza ultrafioletem…) i już, po krzyku.

Pietruszka zlazł z fotela, łezki otarł jeszcze z niepewną miną, ale jak mu pani dentystka podetknęła pod usmarkany nosek Duże Pudło z Prezentami, to zapomniał o całej historii i wybrał sobie Piękny, Zielony Samochodzik.

A jak wychodzilismy z gabinetu, to Pietruszka był już usmiechnięty od ucha do ucha, za to M. słuchająca pod drzwiami miała łzy w oczach.

No i proszę – Pietruszka niby taki delikatny, taki introwertyk, wszystko przeżywa, wielu rzeczy się boi… Ale jak przyjdzie co do czego, to jest naprawdę dzielny i potrafi swój lęk pokonać. No, w każdym razie ja w jego wieku (podobno, jak twierdzi Osobisty Tata Puchatka) taki dzielny u dentysty nie byłem…

Dumny jestem z mojego Pietruszki. Dzielny facet. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s