Mruczanka Niezwykle Romantyczna

Siedzieli na przeciw siebie. On zaczytany w jakiejś Bardzo Grubej Książce, ona przeglądała notatki z wykładów. Oboje w wieku średnio – studenckim. Kolejka – jak to kolejka – stukała sobie niespiesznie w kierunku Warszawy.

Obserwowałem ich kątem oka – trochę z nudów, trochę zaciekawiony.

Oni też obserwowali się nawzajem. Ukradkowe, szybkie spojrzenia znad książki, znad segregatora. Nieco dłuższe, kiedy obiekt obserwacji miał akurat oczy opuszczone. Krótsze, kiedy wzrok się spotykał – bo wtedy trzeba było szybko odwrócić się w inną stronę, bo przecież ja wcale, absolutnie, ja tylko czytam…

Ona wyraźnie mu się podobała. Nic dziwnego – była naprawdę ładna, rozpuszczone ciemne włosy, brązowe oczy, taki ciepły, południowy typ urody, klasyczne rysy.

On też wyraźnie jej się podobał. Ciemny blondyn, okulary, typ „elegancki intelektualista”, pod rozpiętą goreteksową kurtką – gruby, wełniany sweter (rzuciło mi się to w oczy, nie polar, tylko właśnie gruby sweter z golfem, wyraźnie ręcznie robiony).

On czytał, ona się uczyła, on spoglądał na nią, ona na niego, czasami ich wzrok się spotykał, ale wtedy szybko w bok, żeby nie pomyślał, żeby nie pomyślała… A kolejka stukała po swojemu – już Komorów, już Pruszków, coraz bliżej celu.

W Pruszkowie wsiadła do wagonu piegowata nastolatka obładowana bagażami. Jechała chyba na jakąś „klasową wigilię” – siaty z jakimś ciastem, w ręku duży stroik z bombkami, z plecaka wystawała jej czapa Mikołaja. A pod pachą…

A pod pachą niosła ogromną gałąź jemioły.

Torby postawiła na ziemi, stroik trzymała w ręce, a jemiołę – po chwili namysłu – położyła na półeczce nad siedzeniami.

Dokładnie nad Nimi.

Scena, która potem nastąpiła, trwała może półtorej, może dwie sekundy.

Ruch ręki wkładającej jemiołę na półkę – oboje spojrzeli na piegowatą nastolatkę, na jej rękę wyciągniętą prawie nad ich głowami, wreszcie na jemiołę. W tym samym ułamku sekundy oboje pomyśleli o tym samym – że jemioła… że pod jemiołą… Widać było – na obu twarzach, niezależnie, ale jednocześnie – taki błysk skojarzenia, drgnięcie oczu, uśmiech widoczny raczej w spojrzeniu, niż w kącikach ust.

No i – oczywiście, w konsekwencji, odruchowo – spojrzeli na siebie. I w kolejnym ułamku sekundy zrozumieli, że zauważyli to samo i o tym samym pomyśleli. Iskierka, mikrowyładowanie, on zrozumiał, że ona wie, że on wie, że ona wie…

…i oboje się okropnie speszyli. On szybko wbił oczy w książkę, ona – lekko zaczerwieniona – wróciła do swoich notatek.

Dwie sekundy – ale dobry reżyser nakręciłby z tego scenę, za którą dostałby Oscara. A dobry pisarz mógłby w tym miejscu zacząć książkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s