Mruczanka Jesienno-Literacka

Oj, spleen jesienny. Paskudnie. Nic się nie chce. Wszystko z rąk leci. Nic się nie udaje. Błeee.

Podobno mój Świetej Pamięci dziadek, jak go takie nastroje nachodziły, to sięgał na półkę po jedną, konkretną książkę, która mu zawsze humor poprawiała. Zawsze – choćby ją czytał po raz setny.

Może i ja po nią sięgnę? Może geny zadziałają i mnie też pomoże?

Stoi na półce. Czeka. Uśmiecha się.

Charles Dickens, „Klub Pickwicka”.

Spróbujemy?

Mruczanka Postwyjazdowa

Miał być sympatyczny weekend na wsi. Cisza, las, pola, prawie wakacyjnie…

Wybrali się Puchatki razem ze Znajomymi O Biblijnym Nazwisku. Razem osób siedem – dwa Puchatki, dwa Potwory, dwoje Znajomych, jedna Córeczka Znajomych (troszkę starsza od Piłeczki).

Mieli wszyscy jechać w piątek rano. Najpierw się okazało, że Znajomi nie dostali w pracy dnia wolnego i dojadą w piątek wieczorem. Puchatki dojechały zatem w piątek rano z Puchatkowym Ojcem (skądinąd Właścicielem rzeczonej Wiejskiej Posiadłości w postaci chałupki drewnianej, letniskowej, za Pułtuskiem).

Na miejscu było pięknie. Liście już żółkły, cisza, „…dym się w polu snuje… zupełnie bez sensu, ale się rymuje” – cytując klasyków. Pięknie było. I zimno.

Napalili Puchatki w piecu, nagrzały domek – no, dało się żyć.

Znajomi O Biblijnym Nazwisku dojechali wieczorem. Późnym. Wieczór był miły. Noc już mniej, bo Córeczka Znajomych dostała ryku i ryczała. Całą noc. A następnego dnia (czyli w sobotę) przed południem się było okazało, że ryczała nie bez powodu. Albowiem okazała się być chorą. Gorączka i w ogóle.

W tej sytuacji Znajomi orzekli, że jednak wracają do domu. No bo jak inaczej…

A Puchatki – jako niezmotoryzowani – nie mieli wyboru. Znajomi pojechali, poczym Znajomy – pozostawiwszy rodzinę w G. – przyjechał po Puchatki. I tak po uroczym weekendzie na sielskiej wsi już w sobotę wieczorem wszyscy byli z powrotem w domu…

A Piłeczka ma katarzycho i kaszle. Kocia Twarz.

P.S. Puchatek składa podziekowania Inside, która – mimo nawału zajęć i doktoratu In Statu Nascendi – uratowała ciągłość Limeryków wrzucając sobotni tekst, uprzednio jej przesłany. Dziękuje Puchatek pięknie i obiecuje się jakos zrewanżować 🙂