Mruczanka O Ludziach

Był u nas S. Sam, bo jego żona o dzieci są „wyjechani”.

S. są cztery lata po ślubie. Będąc cztery lata po ślubie mają czwórkę dzieci.

Ale to jescze nic.

S. są cztery lata po ślubie, mają czwórkę dzieci, z których najstarsze ma 16 lat.

Bo troje z tych dzieci – jak mówi S. – „nie było z nimi od początku”. Zaczęło się od tego, że żona S. – jeszcze przed ich ślubem – pracowała w domu samotnej matki. Tam poznała rodzinę X. – matka aloholiczka, ojciec pewnie też, ale nie wiadomo, bo od lat kilku śladu po nim nikt nie widział. I jedenaścioro dzieci. Poobijanych przez życie, potłuczonych psychicznie, z obciażeniami (niestety, nie tylko psychicznymi).

Ośmioro młodszych szybko znalazło rodziny zastępcze – małym dzieciom łatwiej. Ale trójka starszych…

Dziewczyna miała wtedy 13 lat, chłopcy 11 i 9. Bez szans na rodzinę zastępczą, bez szans na adopcję.

Kiedy S. się pobrali – podjęli decyzję od razu. Złożyli odpowiednie papiery i już po pół roku użerania się z urzędnikami (i jedną %@*&&$#@$!!! panią dyrektor domu dziecka, która robiła co mogła, żeby im podciąć skrzydła, łącznie z donosami na policję, że S. piją, co jest o tyle absurdalne, że oboje są abstynentami…) – zostali rodziną zastępczą. S. z tego powodu zrezygnował z niezwykle intratnej propozycji pracy (mógł być informatykiem w centrali NATO w Brukseli! Ale gdyby wyjechali, nie mogliby być rodziną zastępczą).

I teraz mają czwórkę dzieci (bo rok temu urodził im się „własny” synek). Trójka dzieciaków X. mieszka z nimi od trzech lat. Mówią do nich „mamo” i „tato”. W małego Kubusia są zapatrzeni i kłócą się, kto ma go wziąć na spacer.

S. bywali bardzo zmęczeni. Zwłaszcza pierwsze półtora roku było niezwykle trudne. Problemy w domu, problemy w szkołach, próby sił, testowanie granic… Ale chyba wygrali.

Najstarsza – jest w liceum, uczy się nienajgorzej, myśli o studiach. Średni – z nauką kiepsko, ale nie beznadziejnie, za to sukcesy sportowe (jest w szkole sportowej). Mały – z nauką też cieniutko (ano niestety, mamusia w ciąży piła jak zawsze…), ale zaczyna się „cwyilizować”, nie boi się już innych dzieci, nie chowa się już do szafy, kiedy rozbije szklankę… Już prawie mu się nie zdarza moczyć w nocy…

A S. kochają ich jak prawdziwi rodzice. A w dodatku traktują to wszystko jak normalną sprawę, jak coś oczywistego, nie uważają się za kogoś specjalnego.

A ja ich uważam za kogoś specjalnego. Dla mnie są – wybaczcie wielkie słowa – bohaterami. Nie sądzę, żebym kiedyś w życiu miał tyle odwagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s