Mruczanka w tonacji G

Organki sobie Puchatek był kupił! Stara harmonijka dokonała żywota czas jakiś temu, zdechła była na amen, rozsypała się na sypko. RIP. No, w końcu chińska była, więc czego wymagać… I tak wytrzymała trzy lata…

O puchatkowych organkach kolejnych to by można książkę napisać. Przygodową zresztą. Puchatek generalnie gra na gitarze (nawet się był czas jakiś szkolił w ogniskach muzycznych, świadectwa może pokazać, jak kto chętny). Gitara klasyczna. Ostatnio rzadko Puchatek gitarę wyciąga, bo czasu za bardzo nie ma. Ale przez ładych lat parę Puchatek nawet różne schole i mini-chóry prowadził w parafiach kilku. Gitara to Puchatka miłość numer jeden (oczywiście w kategorii instrumentów muzycznych, żeby nie było).

Gitara jednakoż ma jedną wadę – rozmiary. Jak się siedzi w domu albo idzie do parafii próbę prowadzić – to jest OK. Jak się jedzie na wakacje jakieś „siedzane”, czyli w jednym miejsu – no dobra. Ale jak się jedzie gdzieś dalej w celu podróżowania, zwłaszcza autostopem, taszcząc na plecach dwadzieścia kilo żywego plecaka, to gitara raczej odpada…

…i na takie właśnie okazje przydają się organki, czyli fachowo mówiąc harmonijka ustna. Małe toto, w kieszeń wejdzie, a pograć można.

Puchatek kupował organki nowe średnio raz na rok. Bo tak się zawsze składało, że w czasie Wielkich Wojaży gdzieś te organki się po drodze gubiły – i trzeba było kupować nowe.

Ano, trochę puchatkowych harmonijek leży po świecie porozrzucanych, nie powiem.
Jedna została gdzieś pomiędzy Troyes a Paryżem. Bo deszcz padał i jak się pakowaliśmy do małego peugeota z dużymi bagażami, to została na poboczu przy drodze. Był rok Pański 1992.

Rok później kolejna została gdzieś nad Wielkim Kanionem Colorado. Nie wiadomo dokładnie gdzie, bo rano we Flagstaff ją jeszcze Puchatek miał, a wieczorem, jak wracał, to już nie.

Przynajmniej trzy nie wróciły ze Szkocji (tym to dobrze 🙂

A ile Puchatek posiał w Tatrach, Bieszczadach i innych Karkonoszach, to aż strach mówić. Ostatnia przeżyła trzy lata tylko dlatego, że Potwory się na świecie pojawiły i Wielkie Wyprawy zostały na czas jakiś zawieszone.

Ale organki warto mieć. Najlepiej – dwie pary.
Jedne „akordowe” – takie dłuższe, do „grania melodii” – zwykle w C.
Drugie – krótkie, bluesowe. Te krótkie – to najlpeiej we wszystkich siedmiu tonacjach (to się juz robi razem 8 sztuk…) – ale przede wszystkim w C i w G. No i właśnie takiego Blues Harpa w tonacji G firmy Hohner sobie Puchatek drogą kupna nabył. Na Allegro zresztą. To sobie pogramy 🙂

A może weźmie się Puchatek na ambit i rzeczywiście skompletuje sobie Blues Harpy we wszystkich siedmiu tonacjach? Dwie dychy sztuka, to stopniowo by można… Hmmmm… Rzozmarzył się Puchatek.

No i trzeba jeszcze kupić te dłuższe, akordowe… 🙂

Puchatek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s