Mruczanka telekomunikacyjna

 

No, to dzisiaj będzie weselej – choć to taki śmiech ponury w gruncie rzeczy. Chodzi o Naszą Najukochańszą TP SA – czyli każdy już wie, czego się może spodziewać.

 

Boje z Telekompromitacją Puchatek toczy od zawsze – zapewne podobnie, jak większość Szanownych Czytelników. Trochę naprawdę dobrych opowieści można by tu przytoczyć – pewnie i na to czas będzie. Tym razem jedna – za to z morałem i drugą puentą J.

 

Niedługo będzie już trzy lata, jak się Puchatek z M. i dwumiesięcznym wówczas Pietruszką wyprowadził z Warszawy i zamieszkał w powiatowym mieście G. (30 tysięcy mieszkańców, 30 kilometrów od Pałacu Kultury). No i zaczęły się boje. Najpierw o założenie telefonu. Udało się już po trzech tygodniach. Potem – o zamianę trzeszczącej radiolinii na „zwykły” kabel. Też się udało – po pół roku.

 

I tu niestety wyszła na jaw obrzydliwa natura Puchatka, który jest całkiem jak ta kura, co to jej grzędę dali, a ona chce wyżej. Zamiast więc siedzieć na odwłoku i tworzyć poemat pochwalny na część Najlepszego Z Teleoperatorów (koniecznie wyrafinowanym jedenastozgłoskowcem), Puchatek wymyślił sobie, że jeszcze by chciał mieć dostęp do Internetu. A co.

 

A że Puchatek w domku (malutkim) mieszka, a nie w bloku, to na żadną kablówkę czy inne takie szans nie miał. Pozostało zatem pogłębianie toksycznego związku z TP SA. Złożył Puchatek podanie o Neostradę. Poczekał Puchatek swoje. Dostał odpowiedź, że „…w chwili obecnej (zwróćcie, proszę, uwagę na język; napisanie zwyczajnego „teraz” byłoby poniżej godności Szacownej Firmy…) nie ma możliwości… bo centrala nie taka… ale w najbliższym czasie…” – i że się ma Puchatek dowiadywać.

 

No to się Puchatek dowiadywał. „Najbliższy czas” jeszcze nie nadszedł. Od dwóch i pół roku trwa „chwila obecna”. To znaczy tu trwa, u Puchatka, na ulicy K. – bo bliżej centrum miasteczka (czyli jakieś półtora kilometra na północ) Neostrada jak najbardziej jest.

 

A że Puchatek zaczął pracować w domu – to nagle dostęp do wyżej wymienionej fanaberii zaczął być sprawą palącą. Oczywiście – pozostawał modem (@#$ *&^ ##$& !!!), ale jak wiadomo to nie jest rozwiązanie.

 

No to zaczął Puchatek drążyć. Słał kolejne pisma, naciskał, marudził. Zaproponował nawet, żeby mu podłączyli drugą linię (z perfidnym zamiarem zrezygnowania z pierwszej), tylko taką z innej centrali, żeby… wiadomo. „Niestety, w chwili obecnej (!!!) nie mamy możliwości… brak wolnych numerów… proszę się dowiadywać…”.

 

No i szlag Puchatka trafił. No i wysmażył Puchatek list do Telekompromitacji. List ociekał jadem, złośliwością i ironią. Ale – rzecz prosta, żeby nikt nie miał wątpliwości – napisany był kulturalnie i na poziomie.

 

I wpadł Puchatek na dziki pomysł, żeby wysłać list nie tylko do właściwego Działu Olewania Klienta, ale do Rzecznika Prasowego TP SA – którego adres miał z czasów pracy w Jednej Dużej Gazecie.

 

Minęły trzy tygodnie. Najpierw przyszedł e-mail, w którym jakaś miła pani z Telekompromitacji zaproponowała, że „dopóki nie ma możliwości”, która oczywiście będzie „w najbliższym czasie”, można sobie wykupić fantastyczny pakiet tańszego korzystania z Internetu przez modem. 100 godzin miesięcznie. Za jedyne (bodajże) 160 zł. Puchatek w mailu zwrotnym (grzecznym oczywiście i kulturalnym nadzwyczaj) propozycję był wyśmiał. I już chciał o sprawie zapomnieć… ale mu nie dali.

 

Bo następnego dnia zadzwoniła do Puchatka inna pani (a może ta sama, bo zgodnie z panującym w Telekompromitacji zwyczajem nie przedstawiła się). I zapytała, czy Puchatek pamięta (a jakże!), że składał podanie o druga linię… I czy Puchatkowi to właściwie chodzi o DRUGĄ linię, czy po prostu o Neostradę… A, tylko o Neostradę? To my sprawdzimy, bo może będzie możliwe przełączenie łącza („przełączyć łącze” – tekst miesiąca!) bez zmiany numeru i zakładania nowej linii. Że przyjdzie monter i „sprawdzi możliwości techniczne”. Bo Puchatek składał podanie w grudniu, i wtedy rzeczywiście nie było możliwości, ale teraz jest już STYCZEŃ (podkreśliła pani), więc MOŻE COŚ SIĘ ZMIENIŁO.

 

Morał: jedyną metodą na TP SA jest bycie BARDZIEJ upierdliwym niż ta instytucja. A Puchatek – jak mu zależy – potrafi być mistrzem świata w dziedzinie upierdliwości – dzwonić, mailować i słać listy TRZY RAZY W TYGODNIU, do skutku.

 

Puenta druga: Pan monter przyszedł. Niezależnie od tego, że miła pani wzięła od Puchatka jeszcze numer komórkowy (żeby monter mógł się umówić) – przyszedł oczywiście wtedy, kiedy Puchatek poszedł na zakupy. M. wpuściła pana montera, poczym zadzwoniła do Puchatka i dała panu monterowi słuchawkę.

 

I – po wszystkich przejściach i sympatycznym telefonie miłej pani – Puchatek usłyszał w słuchawce głos sugerujący osobnika w berecie z antenką i z petem w kąciku ust (to akurat mało prawdopodobne, bo M. by go do domu nie wpuściła…). Głos zadał Bardzo Konkretne Pytanie (transkrypcja fonetyczna):

 

– Panie, bo ja to nie wim, bo mię kazaly sprawdzić… To właściwie co pan tu chciał, drugi telefon… Czy te Neostrade… Czy co… Bo ja nie wim, co ja mam sprawdzać…

 

I w tym momencie Puchatek umarł ze śmiechu. RIP.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s