Bez Mruczenia

Jest źle. Mama spędziła tydzień w szpitalu. Podejrzewali pęknięcie podstawy czaszki – ale nie. To „tylko” obojczyk i silne ogólne potłuczenie.
Dlaczego o dziesiątej wieczorem usiłowała wychodzić z domu? Nie wiadomo. Nie próbowała wychodzić z psem, bo smycz wisiała grzecznie na wieszaku. Nie szła raczej do sklepu – bo pora nie ta, zresztą Mama z powodu problemów neurologicznych raczej sama do sklepu nie chodziła (od dwóch lat w zasadzie nie mówi).
Mieszkanie, w którym mieszka jest na piątym piętrze, które to piętro jest w zasadzie poddaszem – winda dochodzi tylko do czwartego. Jedno piętro trzeba zejść po schodach. Potknęła się? Zakręciło się jej w głowie (ciśnienie miała, jak się potem okazało, bardzo niskie)? Spadła ze schodów.
T. – jej mąż – musiał wieczorem wyjść, wrócił akurat kwadrans po tym, jak sąsiad z czwartego, zaniepokojony łomotem na schodach, wyjrzał na korytarz i zobaczył ją leżącą we krwi. I wezwał pogotowie.
Zawieźli ją do szpitala, ponieważ twarz miała we krwi – na chirurgię twarzowo-szczękową. Tam okazało się, że twarz akurat najmniej uszkodzona. Ale przy okazji zrobili jej pełne badania, rzecz prosta.
A więc „przy okazji” wyszło, że jest w fatalnym stanie ogólnym. Ciśnienie, morfologia, płyny, krążenie – wszystko do ostrego leczenia. A problemy neurologiczne – tak, jak podejrzewałem – pogłębiły się do tego stopnia, że w zasadzie są już problemami psychiatrycznymi.
O tym, jak wyglądał tydzień szpitalu, nie będę Wam opowiadał. Powiem tylko, że panie pielęgniarki z oddziału chirurgii twarzowo-szczękowej szpitala uniwersyteckiego na Lindleya w Warszawie jak na mój gust mają już wolny wstęp do nieba z opcją wkraczania po czerwonym dywanie. Nie wiem, co by było gdyby nie one.
W czwartek wróciła do domu. Siedzi z mężem, który ma 70 lat i jest po zawale.
W zasadzie nie ma z nią kontaktu. Nikt – nawet T., który mieszka z nią pod jednym dachem od 35 lat – nie jest w stanie określić, co do niej dociera, a co nie. Czy wie, że nie powinna wstawać, ale o tym zapomina? Czy nie wie? Nie wiadomo. Wiadomo, że usiłuje wstawać, co oczywiście kończy się osunięciem z fotela na podłogę.
Na złamany obojczyk – mimo obiekcji – trzeba jej jednak będzie założyć normalny gips, bo elastyczną „ósemkę” natychmiast zrywa (a w sklepie mówili, że pacjent sam tego zdjąć nie zdoła… Nie znali mojej Mamy…). Nie chce pić. Od czwartku wypiła pół litra wody. W dodatku ma problemy żołądkowe po lekach, więc prawdopodobnie dziś znowu trafi do szpitala, bo inaczej może się odwodnić.
Pytanie, czy na oddział internistyczny, czy na psychiatrię.
No, to już wiecie co robiłem przez ostatni tydzień.
Ciekawe, co będę robił przez kolejny.
***
Muszę Wam opowiedzieć o tym, jak to wszystko wygląda i dlaczego moja Mama jest w takim a nie innym stanie poniekąd „na własne życzenie”.
Ale to już nie teraz. Teraz w lekkiej panice zastanawiamy się „co dalej”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s