Mruczanka W Zasadzie Wcale Nie Polityczna

Opowiem wam zupełnie nie polityczną historyjkę z niespodziewanie polityczną pointą. Historyjka jest stuprocentowo autentyczna. Pointa natomiast – rzecz prosta – to czysto subiektywne skojarzenie Autora. Czyli moje.

Pewna Dobra (choć Dawno Nie Widywana, bo Mieszkająca Obecnie na Drugim Końcu Polski) Znajoma Puchtaków lat temu trzy wyszła była za mąż.

Jej mąż miał – nazwijmy to umownie – kryminalną przeszłość. Nic poważnego, broń Boże – jakieś „błędy młodości”, jakieś nie do końca uczciwe interesy, jakieś wyłudzone i niespłacane kredyty. Wszystko to ładne parę lat temu.

Mąż nigdy tej przeszłości przed Znajomą Puchatków nie ukrywał. Także dlatego, że była to naprawdę przeszłość. Gdzieś po drodze człowiek ów się zmienił. Chyba można użyć słowa „nawrócił”. Porzucił dawne sprawki, naprawił co zepsuł, pooddawał długi. Znalazł uczciwą pracę, odstawił dawne towarzystwo, zaczął zupełnie nowe życie. Już w tym „nowym życiu” spotkał Znajomą Puchatków.

Ostatnio okazało się, że jakaś część przeszłości jednak się za nim ciągnie. Okazało się, że – choć długi pooddawał – to pozostał dłużny pieniądze z tytułu odsetek jakiemuś bankowi. Pieniądze były nieduże, ale odsetki mają to do siebie, że rosną – i uzbierało się tego trzy tysiące.

Męża znajomej wezwano do sądu na rozprawę w sprawie tych pieniędzy. Pech chciał, że oboje byli wtedy na jakichś wakacjach, zresztą szczegółów nie znam – ostatecznie okazało się, że nie dowiedział się w porę o rozprawie i nie stawił się na niej. Sąd – jako dłużnika – skazał go w związku z tym na „odsiedzenie” długu. Przeliczyli mu te trzy tysiące na osiem miesięcy więzienia.

No i mąż Znajomej siedzi. Siedzi już cztery miesiące, jeszcze cztery mu zostały.

Znajoma jest załamana, co łatwo zrozumieć. Mąż podchodzi do całej sytuacji – moim zdaniem – w sposób niezwykle dojrzały. Powiedział: „jestem winien, to siedzę. Spłacimy ten dług i rozliczenia z przeszłością będą zamknięte ostatecznie”.

Oboje zastanawiają się, czy sąd wyrazi zgodę na przepustkę na Boże Narodzenie…

Cóż, historia smutna, ale z nutą nadziei: ludzie się zmieniają, potrafią uczciwie rozliczyć się z przeszłością, zacząć nowe życie i nie dać się złamać. Osiem miesięcy więzienia to koszmar – ale jeśli sam uwięziony traktuje je jako pokutę i „zamknięcie rozliczeń”, to jednak jest akcent pozytywny.

A dlaczego to opowiadam? Ano właśnie po to, żeby na końcu dodać niespodziewanie polityczną pointę.

Nie chcę być źle zrozumiany: absolutnie nie uważam, że on nie powinien odpowiadać za swoje czyny albo że „powinni mu darować, bo się zmienił”. Natomiast przyznam, że kiedy usłyszałem o tej sytuacji, nasunęła mi się myśl w gruncie rzeczy bardzo mało optymistyczna. Ujmując to możliwie krótko i lapidarnie, sytuacja wygląda tak:

Żyjemy w kraju, w którym można mieć wobec banku trzy tysiące długu i pójść za to do więzienia, albo mieć kilkaset tysięcy długu i zostać wicemarszałkiem sejmu.

Czyli:

„Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są bardziej równe, niż inne”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s