Mruczanka Po Niedzieli

Puchatki były wczoraj na chrzcie. Dziecko znajomych było chrzczone. A Puchatek nie mógł nie pójść, bo był chrzestnym. Co tu dużo mówić – wcale nim być w tym przypadku nie chciał za bardzo, ale nie bardzo wie, czy jest jakakolwiek możliwość kulturalnego i bez urażania rodziców odmówienia takiej propozycji…

Chrzest był w Warszawie, w Puchatków Starej Parafii (czyli Parafii Przedprzeprowadzkowej).

No kilka scen i zjawisk niewątpliwie godnych jest zapisania.

1. Każdy Polak w głębi duszy jest fotoreporterem. Nie ważne, co umie, nie ważne, że ma w ręku tak zwaną „małpę” z zepsutym fleszem, którą zrobione zdjęcie i tak nie wyjdzie – ważne, żeby być i pstryknąć. A jeszcze jak się ma NOWĄ CYFRÓWKĘ („…wszyscy widzą?…”), to już w ogóle jest tak zwany ogień w szopie. Można zatem odepchnąć matkę z dzieckiem na ręku („…bo baba w kadr włazi!” – cytat oryginalny, szeptem, ale scenicznym…), można wleźć w drogę ojcu chrzestnemu niosącemu zapaloną świecę, jakby się dało – to pewnie by się i na ołtarz wlazło, żeby złapać „lepsze ujęcie”…

Chrzczonych było dziewięcioro dzieci, każe z nich miało co najmniej trzech – czterech Krewnych I Znajomych z aparatami. Czyli z liturgii zrobił się TAK NIEPRAWDOPODOBNY BAJZEL (pardon), że Puchatka powoli szlag trafiał.

Normalnie chrzci tamtejszy proboszcz – człowiek Wysoce Sensowny (o czym niżej), który potrafi ten żywioł jakoś do porządku przywołać. Niestety – był akurat chory i zastępował go jeden z wikariuszy, który nie umiał. Kompletnie.

2. Co proboszcz, to proboszcz. „Na zewnątrz” wybory do parlamentu, a w parafii… też wybory. Stoją w kruchcie urny, leżą wydrukowane karteczki, przez całą niedzielę można wybierać członków parafialnej rady duszpasterskiej. Czapki z głów.

3. Piłeczka nie byłaby sobą, jakby nie narobiła obciachu. Matka puchatkowego chrześniaka na chwilę (krótką…) podała chrześniaka M.

M. wzięła malucha, uśmiechnęła się do niego, pokołysała. I wtedy w kościele rozległ się donośny głosik Piłeczki. Brzmiały w nim oburzenie i głębokie poczucie krzywdy. Wrzask – dodam – słyszalny był w CAŁYM KOŚCIELE, a podejrzewam, że także na zewnątrz w promieniu jakichś dwustu metrów.

– NE!!! NE NE NE!!! TO NIE MAMY DZIDZIA!!! MAMA NE CE TEJ DZIDZI!!! TO NASZA MAMA!!! DZIDZIA NE!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s