Mruczanka W Sklepie

Puchatek w supermarkecie (lokalnym, średniej wielkości). Kolajka do kasy. Towary na taśmie. Karta płatnicza w pogotwiu.

Pani W Kasie podlicza poprzednigo klienta. Niestety, gdzieś poginęły „poprzeczki”, które można kłaść po swoich zakupach, żeby było wiadomo, że przecier pomidorowy w słoiczku pochodzi z koszyka Tamtego Pana, a dajmy na to litrowa butla „Kubusia” już z koszyka Puchatka.

Pani W Kasie, lekko niepewna, pyta zatem: „Czy te soki należą do pana?”

Puchatek – jakoś tak odruchowo, w dobrym nastroju będąc – odpowiada logicznie: „Do mnie to one będą należeć dopiero, jak za nie zapłacę!”

Pani W Kasie niestety nie docenia błyskotliwego poczucia humoru. Przesuwając kolejne produkty przed czytnikiem jeszcze duższą chwilę mamrocze coś pod nosem o klientach – niewczesnych żartownisiach.

Mruczanka Noworoczno – Ciasteczkowa

Tośmy mieli Sywlestra! Impreza na całego! :)))

Najpierw Potwory poszły spać – koło dziewiątej. Potem zeszliśmy na dół. I zaczęliśmy imprezę.

A konkretnie, to M. ledwo ciepła leżała na kanapie („zapalenie tchawicy”, jak się okazało – znacie taką jednostkę chorobową?), a Puchatek zrobił herbatki (doooobrej herbatki zrobił!), ukroił ciasta, włączył płytę i zległ obok. Leżeliśmy sobie, rozmawiali, słuchali i pojadali. Potem zrobiliśmy drugą herbatkę. A koło jednenastej poszliśmy na górę. Wykąpaliśmy się, przebraliśmy w piżamiki. O północy Puchatek narzucił na piżamkę polar i wylazł na balkon pooglądać sztuczne ognie. Wytrzymał był kwadrans.

A potem szybciutko do łóżeczka. O wpół do pierwszej już okno było zasłonięte, Potwory przykryte (bo się wykopały, rzecz prosta…) i lampka zgaszona.

Jeśli wierzyć przepowiedniom, to w roku 2006 będziemy wyspani 🙂

***

Podsumowanie ubiegłego roku?

Właściwie jedno spostrzeżenie warte zapisania. Okazuje się, że decyzja o „zostaniu w domu” była absolutnie trafiona. Pracy jest tyle, że nie zdążam przerobić, zarabiam tyle, ile jeszcze w życiu nie zarabiałem – i to nie wychodząc z domu. Pozostaje tylko sprawa ZUS i składek emerytalnych – ale po prostu w połowie tego roku trzeba będzie „założyć działalność” i tyle.

Ja wiem – minął dopiero rok, to jeszcze za mało, żeby mieć pewność. Ja wiem, że różnie jeszcze być może. Ale co do meritum – to moja (nasza) decyzja była słuszna. Oczywiście, może się okazać, że jeszcze kiedyś wyląduję gdzieś na etacie i będę jeździł na osiem godzin do pracy.

Ale wtedy będę już wiedział, że to jest etap przejściowy, że to chwilowo tylko. Że docelowo – pracujemy w domu. I że to jest możliwe i sensowne.

Ot, co.

***

A od dziś biorę się za kolejne tłumaczenie. Obśmiejecie się: tym razem to książka kucharska o… pieczeniu ciasteczek. Tysiąc (jeśli nie więcej) przepisów na ciasteczka. Jak oglądam ilustrację, to muszę uważać, żeby nie zapluć klawiatury 😉

Jak będziecie grzeczni, to Wam mogę czasem jakiś co ciekawszy przepis podesłać. Na blogu nie zamieszczę, bo prawa autorskie i w ogóle… 🙂

Ciasteczkowy Puchatek, ojciec Ciasteczkowych Potworów 😉